W ujawnionym przez TVN24 fragmencie rozmowy, Kaczyński stwierdził:
Domagają się ode mnie tego ludzie z partii i spoza partii. Pewnie nie będę miał wyjścia. Jestem pod naciskiem partii. Ale nie zacytuję klasyka: nie chcę, ale muszę.
Na deklarację Jarosława Kaczyńskiego zareagował Jacek Kurski z Solidarnej Polski:
Zapowiedź startu Kaczyńskiego w wyścigu o fotel prezydencki nie jest dobrą informacją dla prawicy, ale trzeba się mierzyć z wyzwaniami. Polska potrzebuje człowieka stabilnego, który nie zmienia zdania pod wpływem sondaży czy doraźnych partyjnych oczekiwań i takim kandydatem jest Zbigniew Ziobro.
Janusz Palikot skomentował:
Jarosław Kaczyński przestraszył się Zbigniewa Ziobry. To mnie cieszy, bo podział elektoratu prawicy między Kaczyńskiego a Ziobrę daje znacznie większe szanse kandydatom lewicy. Przyszłość na prawicy należy do Ziobry nie tylko ze względu na kalendarz biologiczny, ale też ze względu na retorykę PiS-u, która już się wyczerpała.
Zapytana o opinię Małgorzata Kidawa-Błońska z PO powiedziała:
Deklaracja Kaczyńskiego mnie nie zaskoczyła i nie robi na mnie żadnego wrażenia, bo prezes PiS wielokrotnie w ciągu tygodnia zmienia zdanie. Dla mnie było nienaturalne, iż mówił, że nie wystartuje, bo wiadomo, że na władzy bardzo mu zależy. Kaczyński chciał uśpić czujność wszystkich dookoła. Spokojnie patrzę w przyszłość, prezydent Bronisław Komorowski ma bardzo dobre notowania i pozytywny odbiór społeczny, pokazał, że potrafi być prezydentem wszystkich Polaków.