Czego boi się Marek Markiewicz?
Budzę się w nocy i boję się tego, czego jeszcze nie wie poseł Joński. On może jeszcze nie wiedzieć wiele. A jak zacznie za mnie decydować – strach. Na Kościół – matkę naszą jak się zamachnie, bo nie wie, bo nie rozumie, nie słyszał, nie powiedzieli. I będzie nieszczęście i pasibrzuchy mu się pomylą. Z posłem Kaliszem.
Boję się ministra Nowaka od dawna, bo zadusić może jedną ręką, a teraz jeszcze koledzy dojdą w zarządzie kolei. Strasznie się boję, bo znów rozkład zmienią, na jeden tor wpuszczą i kolejne lokomotywy pójdą na przemiał. A skąd brać nowe lokomotywy?
Boję się, że dociągnę jakoś do 67, a Wincentemu znów zabraknie i każe pracować do 76, i na dwóch etatach, bo to taniej i wydajniej, pewnie i na kolei. Strach.
Były przewodniczący KRRiT „ze wstydem przyznaje”, że boi się także posła Biedronia w MSZ – co obiecał Janusz Palikot:
Obecny szef resortu już jest do niczego, ale przynajmniej wiem, czego się bać. A tu strach przed nieznanym. Co jeszcze wymyśli poseł Palikot, boję się, że nie wiem – czy na trzeźwo wymyśli, czy dla jaj. Dla mego strachu to bez znaczenia.
Boję się wściekłych kur. Podobno są ich miliony. Jak wyrwą się z za małych klatek, jak hulną na ulice, to i Kaczyński przy nich anioł, a Lis nie wystarczy. Tłumy widzę na ulicach tymczasem we śnie, i się boję.
Lisa to się już boję z przyzwyczajenia, przez Lisa się nie budzę. To usypia czujność i tego się boję, bo a nuż coś nietypowego zmaluje, nowe pismo obejmie, a choćby i książkę telefoniczną, to już do nikogo się nie dodzwonię, bo będą w niej tylko lepsi, a z co z gorszymi, kiedy znam tylko gorszych?
Strach żyć, tłumaczy Markiewicz. I dodaje, co go ze snu o strachu budzi:
I śni mi się poseł Palikot, i Joński, i emerytura, i że Tusk jeszcze raz się spotka z Pawlakiem. Już teraz jak obu widzę, to za guzik się chwytam, dwa obroty robię. Czy to poważne?
Tu się obudziłem i wypieram się, zlany potem - chamstwa, braku zrozumienia i poprawności.