„
Palikot w polskiej polityce urósł do rangi symbolu: błazeństwa, nihilizmu, politycznej samotności i programowej pustki. Ale w
nadchodzącym tygodniu politycy będą go bardzo potrzebowali" - wieszczy filozofka na łamach „Wprost”.
Dlaczego Palikot będzie wszystkim tak potrzebny? Zdaniem Magdaleny Środy, by „jeszcze skuteczniej uwiarygodnić powagę swoich politycznych aktywności”:
Palikot ciągle zmienia poglądy, tymczasem inni - bynajmniej. Na jego tle taki pupil mediów Czarnecki (znany partyjny turysta), Miller (niedawno - Samoobrona), senator Romaszewski (przed Euro wspierał kibola 'Starucha', dziś nie pamięta, kto to jest), Tusk (dawniej liberał, dziś katolik), nie mówiąc już o prezesie Kaczyńskim, o którym nie wiadomo, czym nas zaskoczy każdego dnia - wszyscy oni są 'stabilni światopoglądowo' niczym PRL.
Filozofka zaznacza, że inną rolą Palikota jest rola dziecka, przy którym inni politycy wydają się niezwykle dojrzali. Za przykład podaje Jarosława Gowina:
Nie ma w rządzie polityka równie dojrzałego i poważnego jak Gowin na tle Palikota. Bo gdyby Gowina z jego kompetencjami i średniowiecznymi poglądami przenieść do cywilizowanej Europy, nikt nie potraktowałby go poważnie.
Środa po raz kolejny żarliwie przekonuje, że Palikot jest polskim politykom naprawdę potrzebny:
Kolejną różnicą między Palikotem a "poważnymi politykami" są wartości. Ten pierwszy jest nihilistą, a pozostali służą wartościom: absolutnym, chrześcijańskim, piłkarskim, chłopskim, historycznym, narodowym, wieczystym. Ciągle o tych wartościach słyszymy. Na tle tej aksjologicznej powagi wszystkich polityków Palikot to błazen zwielokrotniony. I jakże wszystkim potrzebny!