We wstępie do nowego numeru tygodnika Pawel Lisicki zauważa:

Z coraz większym zainteresowaniem i, co tu dużo mówić, zaambarasowaniem przyglądam się determinacji i stanowczości, z jaką polska prokuratura wyjaśnia, co miał na myśli prezes PiS Jarosław Kaczyński, kiedy komentując śmierć generała Sławomira Petelickiego, wspomniał o „krótkiej liście zagrożonych".

Po czym dodaje:

Naprawdę żałuję tylko, że prokuratura z równą stanowczością nie badała sensu wypowiedzi Donalda Tuska, kiedy ten był jeszcze w opozycji i sugerował, że rozstawianie fotoradarów jest przejawem zamordyzmu lub wzywał do niepłacenia abonamentu. Wtedy trzeba było działać i ówczesnego szefa opozycji wziąć w krzyżowy ogień pytań. Wtedy jednak, w czasie strasznych rządów PiS, tego nie robiono, dziś natomiast w czasach wolności i niezależności prokuratury jak najbardziej.

I pointuje:

W całej sprawie pewne jest jedno: podejmujący decyzje o przesłuchaniach prokuratorzy stoją przed wielką szansą, by trafić na krótką listę polskiej głupoty.