Warzecha zaczyna:
Podobnie jak pan prezydent, który wyznał to niezastąpionej Janinie Paradowskiej, jestem wstrząśnięty tym, jak łatwo przekonać ludzi do jakiegoś spisku. W tym wypadku - w sprawie katastrofy w Smoleńsku.
Publicysta nie może uwierzyć, że ktokolwiek może mieć podejrzenia o braku rzetelności rosyjskich organów:
Jak w ogóle można mieć podejrzenia, że coś tu nie gra? Przecież już pół godziny po wypadku Rosjanie jasno mówili, że wina leży po stronie pilotów. A rzetelność i prawdomówność rosyjskich organów jest powszechnie znana. Niezawisłość komisji pani Anodiny także.
I dodaje:
Wiadomo, że Rosja jest w pełni demokratycznym krajem, którego służby nigdy nikogo nie zamordowały. Anna Politkowska zastrzeliła się sama, Aleksander Litwinienko sam kupił sobie polon i sam go spożył. Taki kaprys.
Warzecha przypomina o wydarzeniach po katastrofie smoleńskiej:
Sekcje ofiar po katastrofie były drobiazgowe, a ich wyniki są wiarygodne, podobnie jak informacje o dialogach w kabinie pilotów („Jak nie wyląduję, to mnie zabije"), o obecności w niej generała Błasika i jego kłótni z majorem Protasiukiem. Pomylono zwłoki wyłącznie z roztargnienia, a ziemia obok lotniska została przesiana na metr w głąb. Tak, Panie Prezydencie, ja też jestem wstrząśnięty. Co najmniej tak jak redaktor Paradowska.