Na gazeta.pl czytamy o pomyśle radnych:
Spuśćmy powietrze z napompowanego niechęcią balonu: "Leming z Miasteczka Wilanów"
- proponują mieszkańcy. Na pogardliwy epitet odpowiadają z humorem i nazwą "rondo Leminga". Niewiele jest stworzeń na Ziemi, których polska prawica nienawidzi bardziej niż lemingów. Tak określa wyborców, przez których przegrała ostatnie sześć wyborów: samorządowe, parlamentarne i prezydenckie.
Portal cytuje rozmowy z radnymi:
- Podoba mi się ten pomysł z lemigiem - nie kryje Katarzyna Radzikowska, dzielnicowa radna ze Stowarzyszenia Mieszkańców Miasteczka Wilanów. Obiecała nawet szukać poparcia dla wniosku o oficjalne nadanie takiej nazwy rondu. Potrzebne są podpisy piątki radnych lub wniosek 15 osób zameldowanych w Warszawie poparty przez 200 warszawiaków.
- Nie jestem pewna, czy wszyscy zrozumieją autoironiczny charakter tej nazwy - mówi z rezerwą Joanna Cyrul, druga wilanowska radna lokalnego komitetu. -Większość z nas dworuje sobie z tego "leminga", ale są tacy, którzy nie radzą sobie z tym tak dobrze. Może komuś zrobiłoby się przykro?
Na tym się nie kończy, bo mieszkańcy mają inne pomysły:
- Może to i nieco dziecinne zagranie na nosie wszystkim krytykom Miasteczka, ale pomysł wywołał u mnie uśmiech - mówi Michał Radliński, który mieszka na Polach Wilanowskich. Proponuje, żeby nie poprzestawać na samej nazwie, lecz zebrać też pieniądze na ustawienie na rondku statuetki gryzonia. - Leming to niewielkie stworzonko, więc metrowy słupek z nim byłby wystarczający.
Doceniacie poczucie humoru radnych z "Lemingradu"?