Reklama

Konrad Kołodziejski: Feministki kończą piknik

W najbliższy poniedziałek kolejna odsłona tzw. czarnego protestu.

Aktualizacja: 20.10.2016 18:25 Publikacja: 20.10.2016 18:20

Konrad Kołodziejski: Feministki kończą piknik

Foto: Fotorzepa, Robert Gardziński

Antypisowska opozycja protestuje niemal codziennie od chwili, gdy tylko PiS wygrało wybory, więc niby nic szczególnego. Jednak zapowiadane przez zwolenniczki aborcji wystąpienie jest zupełnie inne od dotychczasowych.

Organizatorki ogłosiły na swoim profilu na Facebooku, że chcą zablokować część schodów prowadzących do niezwykle ruchliwego podziemnego przejścia dla pieszych w samym centrum Warszawy. Prawdopodobnie zostanie też zablokowane jedno z wejść do stacji metra.

Do tej pory protestujący zajmowali jezdnie, chodniki, ale – jak sądzę – nigdy z intencją łamania prawa czy celowego utrudniania życia innym. Jednak blokowanie schodów prowadzących do podziemi czy metra jest już działaniem nielegalnym i organizatorki protestu muszą mieć tego świadomość. Dlaczego więc na to się decydują? Odpowiedź moim zdaniem jest banalnie prosta. Chodzi o sprowokowanie konfliktu, przepychanek, być może czegoś gorszego – przecież na schodach łatwo o wypadek. Być może chodzi też o wymuszenie policyjnej interwencji, która pokazana w światowych serwisach informacyjnych będzie „dowodem” na to, jak pisowski reżim brutalnie traktuje bezbronne kobiety. Wszystko ładnie, tyle że guzik prawda. Ale za granicą nikt nie będzie przecież dochodził, jak było w istocie.

Podczas poprzedniej odsłony tzw. czarnego protestu zachęcano do wzięcia w nim udziału kobiety, które sprzeciwiały się zaostrzeniu prawa aborcyjnego. Projekt zaostrzający przepisy trafił jednak do kosza. Sprawa wygrana? Ale gdzież tam. Organizatorki poniedziałkowej blokady bez żadnych ceregieli domagają się liberalizacji ustawy aborcyjnej. Przy czym doskonale wiedzą, że na to nie ma szans, a skoro tak – to odpowiednio podgrzewany protest będzie się jeszcze tlił i wybuchał tak długo, jak długo będzie rządził PiS.

Bo tak naprawdę w tej i w każdej innej opozycyjnej manifestacji, jakie niemal codziennie pojawiają się w Polsce, chodzi o PiS. Nie idzie nawet o to, aby zwerbować tłumy, zwykli ludzie mają bowiem ważniejsze sprawy na głowie – ale o to, aby wywołać powszechne wrażenie chaosu i doprowadzić do przesilenia.

Reklama
Reklama

Formuła pikniku już się wyczerpała – jak to ujął Tomasz Lis. Pikiety, marsze nie działają. Dlatego wygląda na to, że opozycja antypisowska potrzebuje dziś przepychanek, zajść, może nawet bijatyk. Chętnych po drugiej stronie także nie brakuje. Tyle, że taki scenariusz byłby katastrofą – nie tylko dla rządu, ale i dla nas wszystkich. Okazałoby się bowiem, że garstka fanatyków jest w stanie zaszachować całe państwo.

Jeśli komuś naprawdę zależy na obronie demokracji w Polsce, to z pewnością będzie się trzymał z daleka od tej sztucznie generowanej histerii.

Publicystyka
Marcin Ociepa: Co zrobić, by uczynić polską dyplomację silną? Osiem zadań dla MSZ
Publicystyka
Jacek Nizinkiewicz: Zgody Karola Nawrockiego z Donaldem Tuskiem nie ma. Ale jedna osoba może ich pogodzić
Publicystyka
Bogusław Chrabota: Zwolennicy umowy z Mercosurem wygrali. Komu należy pogratulować?
Publicystyka
Aleksandra Pilarczyk: To nie rolnicy powinni protestować przeciw umowie z Mercosurem, ale europejscy konsumenci
Publicystyka
Jacek Czaputowicz: Polska sieje zamęt w sprawie pokoju na Ukrainie
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama