Kilka dni temu z powodu zagrożenia spowodowanego pogodą ewakuowano cztery letnie obozy. To jednostkowe przypadki?
W tym roku były to pierwsze takie działania. W dwóch przypadkach po otrzymaniu ostrzeżeń organizatorzy w ogóle nie rozbili obozu, w pozostałych przeniesiono uczestników w bezpieczne miejsce. W ubiegłym roku ewakuacji było kilkanaście. Obecnie w Polsce działają 254 obozy, na których wypoczywa blisko 19 tys. dzieci.
Czytaj także:
Sprawdź obóz, kolonie i autokar w internecie
Sprawdź, co powinieneś załawpić przed wyjazdem dziecka na wakacje
Jakie ostrzeżenia powodują, że organizatorzy decydują się przenieść obóz?
Głównie te o burzach i wichurach. Ale zdarzają się ewakuacje z uwagi na zapowiadane ulewne deszcze, które mogą spowodować lokalne podtopienia. W ubiegłym roku mieliśmy takie przypadki w województwach świętokrzyskim i małopolskim.
W sierpniu 2017 r. w wyniku nawałnicy, która przeszła w powiecie chojnickim, na obozie w Suszku zginęły dwie harcerki. Czy ta tragedia przyczyniła się do poprawy zasad bezpieczeństwa w miejscach wypoczynku dzieci i młodzieży?
Na pewno zostały podwyższone wymagania. Wszystkie obozy muszą być zgłoszone nie tylko do nadleśnictwa, ale także władz samorządowych. Wprowadzono obowiązek utrzymywania stałej łączności kierownictwa obozu z lokalnymi służbami. Już nie wystarczy kontakt esemesowy, musi być telefoniczny, a jeśli w miejscu obozu nie ma zasięgu, wypożyczamy radiotelefony. W tym roku wypożyczyliśmy już 64 takie urządzenia. Codziennie obie strony, my i organizator obozu, mają obowiązek sprawdzić, czy łączność działa.
Co w sytuacji, gdy istnieje ryzyko zagrożenia, a organizator nie odbierze telefonu?
Nie było jeszcze takiej sytuacji. Obowiązkowo organizator musi podać nam dwa różne numery telefonu w dwóch różnych sieciach. Jeśli nie będziemy w stanie nawiązać kontaktu, pojedziemy zawiadomić komendanta obozu osobiście.