Reklama

„Król muzyki”: Cover band zamiast mocnego kina biograficznego

Patrząc na sukces osiągnięty przez Beatlesów, których odkrył Brian Epstein, można by stwierdzić, że facet był geniuszem. Dlaczego więc z filmu Joego Stephensona nic takiego nie wynika?
„Król muzyki”, reż. Joe Stephenson, film do wypożyczenia na VOD, m.in. Canal+, Prime Video, TVP VOD,

„Król muzyki”, reż. Joe Stephenson, film do wypożyczenia na VOD, m.in. Canal+, Prime Video, TVP VOD, Cineman, Polsat Box Go, Rakuten

Foto: materiały prasowe

Jest w „Królu muzyki” scena, w której tytułowy bohater, interpretowany przez Jacoba Fortune-Lloyda, udaje się na występ nieznanej mu jeszcze kapeli rockowej i doznaje olśnienia. Objawienie ma wymiar niemal sakralny czy nawet transcendentalny (co ciekawe, nieco wcześniejsza sekwencja rozgrywa się w synagodze i odarta jest z tego epifanicznego charakteru). The Cavern Club – miejsce, w którym odbywa się koncert – w cudowny sposób pustoszeje. Znikają tańczące dziewczęta, znikają chłopcy palący papierosy. Pośrodku parkietu zostaje wyłącznie jeden człowiek, niedowierzający własnym uszom, tu i teraz odkrywający młokosów, którzy mają zadatki na to, by… stać się popularniejsi od Jezusa. Kadr się rozszerza. Magiczne dźwięki spływają na mężczyznę niczym manna z nieba. Jest 6 listopada 1961 r., a Brian Epstein po raz pierwszy słucha Beatlesów.

Pozostało jeszcze 80% artykułu

4 zł tygodniowo przez rok!

Wybierz roczny dostęp RP.PL i zyskaj dostęp do The New York Times!

Oferta dotyczy subskrypcji rocznej autoodnawialnej. Możesz anulować subskrypcję w dowolnym momencie.

Kliknij i poznaj szczegóły.

Reklama
Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama