Walka o miejsce z najlepszą widocznością i przeciskanie się na drugi koniec sali, kiedy po podniesieniu kurtyny okazało się, że wszystko świetnie, tylko dzieci widać nie te, co trzeba. A dalej już tylko potknięcia nagradzane oklaskami większymi niż te za wszystkie poprawnie wyrecytowane role razem wzięte i napięcie w śledzeniu twarzy i ruchów znanych dokładniej niż jakiekolwiek inne. Bo nie tylko opatrzonych z troski i obowiązku, ale i przecież trochę takich samych jak nasze. To nie tak, że przedszkolne jasełka udają prawdziwe, dorosłe przedstawienia. Raczej teatr nieudolnie próbuje odtworzyć magię, złudzenie utkane z tych prościutkich rymowanek i monotonnych tanecznych układów.