– Tak, byłem w Krakowie i Gdańsku, ale to wymarłe miasta – mówi. Przynajmniej teraz. Pandemia odebrała im czar. Zamknięte knajpy, teatry, hotele, muzea. Cóż można dowiedzieć się o nich, spacerując z ochroniarzem po opustoszałych chodnikach... – A czyż nie podobnie jest w Tokio czy Kioto? – odpowiadam. Wszyscy tęsknimy do normalności. Dalibyśmy z siebie skórę zedrzeć, by znów było jak kiedyś. Tłumy ludzi na ulicach i plażach. Pękające w szwach restauracje i tysiące ludzi przelewających się jak barwny korowód po krakowskim rynku. Czy to jeszcze wróci?