4 zł tygodniowo przez rok !
Promocja dotyczy rocznej subskrypcji pakietu RP.PL z The New York Times.
Autentyczne dziennikarstwo na cały rok.
Kliknij i poznaj szczegóły oferty
Aktualizacja: 06.04.2015 08:57 Publikacja: 06.04.2015 01:01
Foto: Fotorzepa, Darek Golik
Robert Mazurek: Gra pan na imprezach firmowych?
Artur Andrus: Gram, ale marudzę. Po paru wpadkach nauczyłem się wymagać.
Scena, garderoba, hotel?
To też, ale są ważniejsze zasady: nigdy nie występuję po alkoholu. To znaczy najpierw Andrus, potem wódka.
Andrus przed alkoholem – piękne hasło. W czym panu przeszkadza wódka?
Nigdy z nią nie wygram. To był mój pierwszy występ dla firmy. Miałem rozweselać pracowników, którzy rozweselali się też płynami, a w przerwie między moimi wejściami czas umilał im balet Independent.
Balet, powiada pan?
Dość szczególny balet. Piękne dziewczęta może i nie umiały tańczyć, może i widziały się pierwszy raz, ale to nie miało znaczenia, bo potrafiły eksponować swoje wdzięki i czyniły to z ogromną wprawą. Nie zdziwię pana, mówiąc, że widzowie nie byli zainteresowani tym, co mam do powiedzenia, za to ciągnęło ich do baletu?
Nie zdziwi mnie pan.
A wie pan, że podobne historie spotykały największych? Opowiadałem panu, jak na Derbach Kabaretowych w Koninie wystąpił Dobrowolski?Zaproszono go z jego monologiem z fujarką. To był kapitalny tekst, zwłaszcza gdy Dobrowolski grał go w Pod Egidą, ale to był dość kameralny numer. A tymczasem Derby Kabaretowe to była wielka, wielogodzinna impreza w amfiteatrze. Mnóstwo ludzi, większość przyniosła ze sobą coś do picia, żeby się nie nudzić, atmosfera mocno biesiadna. I ktoś wymyślił, że Derby rozpocznie występ 12 striptizerek...
Promocja dotyczy rocznej subskrypcji pakietu RP.PL z The New York Times.
Autentyczne dziennikarstwo na cały rok.
Kliknij i poznaj szczegóły oferty
Prawie 40 lat zmowy milczenia w sprawie wykorzystywania seksualnego małoletniej przez księdza. Różne sygnały świ...
„Źródło czerni” trzyma w napięciu, czasami możemy mieć wrażenie, że fabuła niepotrzebnie się przedłuża, ale na s...
„Cartaventura: Lhasa” to okazja, by poznać losy Alexandry David-Néel.
To Kelly? Czy Clooney? A może tylko naczynie, w którym mieści się idea bożyszcza tłumów?
W opowieści Courcola kryje się refleksja na temat siły rodzinnych związków i prawdziwej przyjaźni.
Masz aktywną subskrypcję?
Zaloguj się lub wypróbuj za darmo
wydanie testowe.
nie masz konta w serwisie? Dołącz do nas