Szwedzkie władze od lat wiedzą, że najczęściej dziewczynki i młode kobiety są porywane i zmuszane do zaaranżowanych małżeństw, ale też do zabiegów okaleczania narządów rodnych za granicą. Z danych Rady Prewencji Przestępstw wynika, że w ubiegłym roku zgłoszono 71 przestępstw zmuszania do małżeństwa i do podróży za granicę w celach matrymonialnych. 27 przypadków złamania prawa odnosiło się do przymusu okaleczenia organów rozrodczych.

Statystyka ta jest jednak niepełna. Zagrożonych młodych osób jest więcej. W 2014 r. zarząd wojewódzki regionu Östergötland, który koordynuje zwalczanie zjawisk przypisywanych kulturze honoru rodziny (nazywanej też kulturą wstydu), założył telefon wsparcia dla osób, które stykają się z problematyką małżeństw z przymusu i stylu życia kontrolowanego przez najbliższych.

Do telefonu wsparcia zgłosiło się 698 osób. Rozmówcy wyrażali strach przed zabiegiem okaleczenia i alarmowali, że zmuszono ich do małżeństwa. 88 proc. spraw sygnalizowały młode dziewczyny. Gdy do centrali wsparcia zgłaszali się chłopcy, chodziło o przypadki wywierania nacisków przez rodzinę, by kontrolowali zachowania swoich matek i sióstr i stosowali przemoc wobec nich. Na przykład by sprawdzali, czy siostra jest dziewicą.

Liczba małżeństw zaaranżowanych w kraju rośnie. Według „Dagens Nyheter" często zmusza się do takich związków niepełnoletnie dziewczyny, które wemigrowały do Szwecji bez rodziców lub opiekunów.

W ciągu ostatnich lat przybyło też dzieci, które ubiegają się o azyl jako osoby, które zawarły ślub za granicą. Opieka socjalna i opieka zdrowia opublikowała więc na swojej stronie instrukcje do służb społecznych, jak postępować, gdy zetkną się z małżeństwami dzieci. Otóż dzieci mają być traktowane, jakby przybyły tu bez rodziców, ponieważ partner nie może występować w roli opiekuna. Kiedy osoba niepełnoletnia podaje się za osobę zamężną, obowiązkiem władz socjalnych jest dowiedzieć się, czy dziecko powinno zamieszkać w Szwecji ze swoim partnerem czy nie. W tym roku jednak przygotowywany jest projekt przepisów, według których każde małżeństwo dzieci będzie nielegalne, bez względu na to, czy zostało zawarte za granicą czy nie.

Ponieważ liczba aranżowanych małżeństw rośnie szczególnie latem, to w czasie wakacji władze organizują kampanię przeciwko kulturze honoru rodziny. Wówczas bowiem najczęściej wywozi się kandydatkę na żonę lub kandydata na męża poza granice Szwecji, by zmieniły stan cywilny.

W rządowej akcji chodzi o uświadomienie, że presja na wzięcie ślubu to zbrodnia. Przesłanie, że małżeństwa z przymusu to rzecz w Szwecji nielegalna, i że można otrzymać wsparcie, przekazane zostało w całym kraju: w supermarketach, autobusach i na lotniskach, w jedenastu językach.

W ubiegłym roku padł tu też pierwszy, unikalny wyrok. Oskarżony był w nim ojciec młodej kobiety z Landskrony, który próbował wydać córkę za mąż wbrew jej woli. Prokurator wnioskował, by mężczyznę skazano na pięć lat więzienia. Został jednak pozbawiony wolności na cztery lata. Zarzucono mu, że wykorzystał trudną sytuację swojej córki, kiedy mieszkała w Afganistanie i zmusił ją do zamążpójścia. Sąd uznał, że przestępstwo ma związek z kulturą honoru rodziny. Proces ze względów bezpieczeństwa musiał się odbyć w specjalnej sali w Malmo. Z powodu gróźb kobieta i jej chłopak nie mogli uczestniczyć w rozprawie. Postępowanie sądowe odbyło się po raz pierwszy od czasu zaostrzenia w 2014 r. prawa przeciwko małżeństwom z przymusu.

Kultura honoru rodziny potrafi też mieć inny wymiar. Piętnaście lat temu została zamordowana przez swojego ojca Szwedka kurdyjskiego pochodzenia Fadime Sahindal. Ojciec Fadime uważał, że córka zbezcześciła honor rodziny, bo miała szwedzkiego narzeczonego. Tragedia otworzyła oczy tutejszego społeczeństwa na problematykę kultury wstydu. Eksperci twierdzą, że jednak nadal ochrona jej ofiar jest bardzo słaba.

W ubiegłym roku znaleziono pod Sztokholmem zwłoki 16-letniej dziewczyny, która przybyła tu z Afganistanu. Była zamężna z 38-letnim mężczyzną. I choć wiadomo, że dziewczynie grożono, nikt nie potraktował tego na serio. Gdy przepadła bez śladu, minęły dwa miesiące, zanim policja zdecydowała się na jej szukanie. Jakby nie wiedziała o przestępstwach z hańbą rodziny w tle. Podobnie jak o dziwnych przypadkach „wypadania" kobiet z balkonu.

Autorka jest dziennikarką, wieloletnią korespondentką „Rzeczpospolitej" w Szwecji.