– Gdy zaczynałem swoją przygodę z medycyną, „nie schodziłem” poniżej 300 godz. miesięcznie. Takie było minimum. Rekord? 519 godz. w jednym miesiącu – opowiada portalowi anonimowo lekarz rodzinny, wspominając okres rozwoju telemedycyny, gdy dyżurował nocami, odbierając telefony. Dziś pracuje mniej – około 100–150 godz. miesięcznie – bo szykuje się do wyjazdu za granicę. Zaznacza jednak, że taki wymiar to nie norma: rodzinni często pracują 250 godz. miesięcznie, a lekarze szpitalni przeciętnie ok. 200 godz.
W szpitalach powszechny pozostaje model, który komuś spoza medycyny może wydać się nierealny. Jak tłumaczy anonimowo anestezjolog, lekarz często pracuje do godz. 15:00, a potem zostaje na dyżurze do rana – co oznacza 24 godz. ciągłej pracy. – Zdarzały się dyżury po 48 godz., nawet dłużej. Bywało, że lekarze brali całe weekendy i dyżurowali od piątku do poniedziałku rano – wspomina rozmówca Medonetu.
Lekarze pracują bez limitów, nikt tego nie kontroluje. „Idzie się przyzwyczaić”
Jeszcze bardziej kontrowersyjne jest przechodzenie po nocnym dyżurze prosto do kolejnej pracy. – Są osoby, które po takim dyżurze idą od razu do przychodni i spędzają tam kolejnych kilka godzin – mówi lekarz rodzinny. Na pytanie o skutki psychiczne i fizyczne pytany odpowiada krótko. – Idzie się przyzwyczaić – twierdzi.
Czytaj więcej
Najwyższe wynagrodzenia lekarzy zdecydowanie częściej występują na kontraktach niż na etatach – wynika z danych, które w maju jako pierwsza opublik...
Młoda lekarka POZ, z doświadczeniem w nocnej i świątecznej opiece, sama brała maksymalnie pięć–sześć dyżurów miesięcznie, ale z czasem ograniczała dodatkową pracę, bo obciążała ją psychicznie i fizycznie. Jak twierdzi, wśród jej znajomych taki balans to rzadkość. – Ludzie biorą po 8–10 dyżurów w miesiącu. Jeśli ktoś potrzebuje więcej pieniędzy, to w taki sposób sobie dorabia – mówi, dodając, że nikt tego nie kontroluje. – Niektórzy naprawdę „cisną”, żeby odłożyć pieniądze, ale na dłuższą metę to męczące i wypalające – ocenia.
Stawki zależą od stażu, specjalizacji, miejsca i regionu. Lekarka wspomina 110–130 zł za godzinę w dużym mieście, a w mniejszych miejscowościach z niedoborem lekarzy nawet 180 zł i więcej. Lekarz rodzinny mówi o ok. 160 zł za godzinę w ambulatorium, 150–180 zł w POZ i nawet ok. 250 zł na izbie przyjęć. Przekłada się to na konkretne pieniądze. – Rezydentura to ok. 8 tys. zł na rękę, a przy dużej liczbie dyżurów, powiedzmy 12, można dodatkowo wyciągnąć 24–25 tys. zł brutto – wylicza.
„Jak już wejdziemy na jakiś poziom życia, ciężko z niego zejść”. Tak wygląda praca lekarzy
Rozmówcy portalu nie wskazują wyłącznie na chęć szybkiego wzbogacenia się. Mówią, że to raczej mieszanka ambicji, potrzeb finansowych i realiów systemu. – My, lekarze, jak już wejdziemy na jakiś poziom życia, ciężko z niego zejść. Każdy ma jakieś ambicje, żeby kupić auto, mieszkanie, podróżować, albo po prostu oszczędzać – tłumaczy lekarz rodzinny. Ma kolegę, który pracuje ok. 350 godz. miesięcznie, bo chce jak najszybciej kupić dom. Podobne obserwacje ma lekarka. Wśród znajomych spotykała osoby biorące osiem, dziewięć czy dziesięć dyżurów, chcące jak najszybciej się „dorobić”, a potem odpocząć.
Entuzjastów nieograniczonego dorabiania wśród rozmówców trudno jednak znaleźć. Anestezjolog podkreśla, że po ciężkim 24-godzinnym dyżurze potrzebna jest przynajmniej doba regeneracji. – Jest to tak obciążająca praca, że bez odpoczynku niebezpiecznie jest podchodzić do pacjentów – mówi. Wspomina też Wielką Brytanię, gdzie chętny do dodatkowych dyżurów lekarz musi najpierw spotkać się z psychologiem, oceniającym jego możliwości i motywacje.