I chociaż do oporu przed niespodziewanym najeźdźcą używa się zarówno broni chemicznej, jak i specjalnie tresowanych psów, to armie pluskiew z tygodnia na tydzień przelewają coraz więcej amerykańskiej krwi.
Kontratak owadów, które w rozwiniętych krajach Zachodu od kilkudziesięciu lat uważano już za praktycznie wytępione, kompletnie zaskoczył Amerykanów.
– Stanęliśmy u progu światowej pandemii pluskiew. Ten problem nie dotyczy bowiem tylko Stanów Zjednoczonych, ale również Kanady i Europy – przekonuje w rozmowie z „Rz” Missy Henriksen, wiceprezes National Pest Management Association ds. Public Relations. Pluskwy zostały uznane za jedne z najtrudniejszych szkodników do wytępienia. Znane są bowiem między innymi z tego, że nie łamią żadnych ustaw o zakazie dyskryminacji.
– Wprowadzają się zarówno do brudnych, jak i do bardzo czystych pomieszczeń. Nie bardzo dbają o to, w jakich warunkach mieszkają. Chodzi im tylko o ludzi – ostrzega Missy Henriksen. Można więc je dzisiaj spotkać zarówno w obskurnym motelu za 40 dolarów, jak i w dziesięciokrotnie droższym pięciogwiazdkowym hotelu.
[b][link=http://www.rp.pl/artykul/61991,549922-Co-gryzie-Ameryke-.html""target=_blank]Czytaj więcej w tygodniku Plus Minus: Co gryzie Amerykę?[/link][/b]