[b]Jak stał się pan harleyowcem?[/b]

[b]Dariusz Kramek:[/b] Dziesięć lat temu przyjaciel – wytrawny motocyklista, w końcu kupił sobie harleya. Dopiero w wieku 40 lat mógł sobie na niego pozwolić. I o ile nie robiły na mnie wrażenia motorowe maszyny, które miał przedtem, tak harley mną zawładnął. Nie byłem motocyklistą. Jako bardzo młody chłopak jeździłem na motorynce. Aż tu nagle harley. Po prostu pojawił się i przewrócił moje życie do góry nogami.

[b]W jaki sposób?[/b]

Jeśli ktoś podda się harleyowi całkowicie, jego historii, filozofii wolności i wstąpi do grupy harleyowców, całkowicie zmienia się jego życie. Pierwsze zmiany u takiego człowieka widać już na pierwszy rzut oka. W śmietniku lądują stare i nowe koszule, a zostają tylko te z napisem "harleydavidson". Kiedy jeździ się motocyklem, łatwo o wypadek czy trwałe inwalidztwo. Inaczej więc patrzy się na życie. Z większym szacunkiem. Poza tym harleyowi poświęca się cały wolny czas.

[b]Jest pan szefem dużego warszawskiego klubu harleyowców. Czy trzeba mieć jakieś predyspozycje, by połknąć bakcyla? Co was, prócz tego motoru, łączy? [/b]

Dojrzałość. Do harleya trzeba dorosnąć. To nie jest maszyna wyścigowa (choć może osiągać prędkość 200 km/h). To motor, który pomaga w kontemplacji świata. Jedziesz sobie niespiesznie – 100/120, tyle, na ile warunki drogowe pozwalają, i podziwiasz – rzepakowe pola, miasta, las. Młodzi nie mają takich potrzeb. A my się nigdzie nie spieszymy. Bo jak jedziesz szybko, to szybciej musisz zsiąść. Radość z jazdy jest krótsza.

Na harleya nie każdego stać. Średnia wieku w naszym klubie to 50 lat również z tego powodu, że dopiero wtedy ludzie mają w Polsce pieniądze i czas na to, by realizować marzenia. I to chyba wszystko, co nas łączy. Nie uważamy się za subkulturę, grupę "wyznawców" harleya itp. Tworzymy kluby, tak jak swoje kluby tworzą żeglarze czy narciarze. Jesteśmy w grupie, bo harley jest zwierzęciem stadnym. Samotnych wilków jest niewielu.

[b]A jak kobiety reagują na pasję partnera? [/b]

U większości obserwowanych przeze mnie par panie na początku stawiają opór. Nie wynika to z zazdrości, ale raczej z obawy o zdrowie i życie partnera. Jeżdżenie na harleyu jest naprawdę niebezpieczne. Potem jednak, gdy już wybiorą się na przejażdżkę tą maszyną, też połykają bakcyla.

Autopromocja
Bezpłatny e-book

WALKA O KLIMAT. Nowa architektura energetyki

POBIERZ

[b]Ile jest w pana klubie kobiet? Pytam o harleyówki, nie pasażerki.[/b]

Na sto trzydzieści osób – trzy. To mało. Nie wiem, z czego to wynika. Z tego, że kobiety poświęcają się innym obowiązkom, pasjom? Gdy już jednak kobieta dosiądzie harleya, to naprawdę pięknie wygląda. Jest prawdziwą amazonką, której urodą i magią może dorównać tylko harley.