Długi weekend to jest jakaś potworność, ale najgorsze były święta. Budziły moje przerażenie, bo wszystko było zamknięte. Na miłość boską, nie wszyscy siedzą przez trzy dni z rodziną na wersalce przed telewizorem! Ja chcę żyć swoim trybem, a nagle ktoś mi to rozwala.
Marek Raczkowski:
Wygląda pan dokładnie tak, jak brzmi przez telefon...
Łukasz Pawłowski:
To dobrze, czy źle?
To zależy, czy jest pan przesądny.
Niespecjalnie. Pewnie tak jak Niels Bohr, który wieszał podkowę na drzwiach, choć nie wierzył, że przynosi szczęście, bo – jak twierdził – pomaga nawet tym, którzy w to nie wierzą. Albo jak ten sportowiec z pana rysunku, który w modlitwie mówi, „Boże, proszę pozwól mi wygrać bez Twojej pomocy". Ale nie o tym chciałem rozmawiać. Miało być o Polakach w czasie wolnym.
Dobrze, zacznijmy. Niech pan zada swoje pytania, ale niech mnie pan pilnuje, bo ja lubię dygresje i dygresje od dygresji.