Jak dowiedziało się RMF FM, włamywacz wdrapał się po rynnie i wszedł przez okno na pierwszym piętrze domu.

Gdy zaczął się poruszać po mieszkaniu, zareagowała instalacja alarmowa.

Włamywacz uciekł również przez okno z drugiej strony domu, zanim pojawili się ochroniarze.

Prof. Rzepliński stwierdził, że z domu nie zginęły ani dokumenty, ani cenne rzeczy, a samo włamanie miało najprawdopodobniej podłoże kryminalne.

Gdyby miało być ono inne, profesor zauważył, że włamywacz nie miał dostatecznie dużo czasu, by zamontować podsłuch lub kamerę.

Sprawę bada policja.