Takie zarzuty postawiła im dziś prokuratura na Pradze Północ w związku z wydarzeniami z nocy z niedzieli na poniedziałek, do jakich doszło na warszawskiej Białołęce. Funkcjonariusze mieli zastraszyć, pobić i wywieźć do lasu Pawła Surgiela, który zwrócił im uwagę, że radiowozem zajęli aż trzy miejsca parkingowe.

Wtedy funkcjonariusze kazali kazali mu odejść. Mężczyzna nie zrobił tego i dodał, że gdyby zwykli obywatele zatarasowaliby w ten sposób miejsce z włączonym silnikiem, to dostaliby mandat. Wówczas strażnicy, kazali mu „wyp... ". Stwierdzili, że jest pijany i nie będą z nim dyskutować. Mężczyzna postanowił nagrać radiowóz straży swoją komórką.

Kiedy ją wyciągnął, strażnicy mieli wyskoczyć z radiowozu, wykręcić mu ręce, zakuć w kajdanki i wsadzić do swojego auta. Tam zaczęli go też straszyć, że albo poda kod do telefonu, albo go "zajeb.., zapie..., zakopią w lesie". Mężczyzna odpowiedział, że telefon odblokowuje tylko odcisk kciuka, chciał, żeby zdjęli mu kajdanki. W tym czasie strażnicy sami próbowali odblokować komórkę wpisując jakieś kombinacje cyfrowe i zablokowali smartfona całkowicie.

Jeden z mundurowych potraktował pana Pawła gazem. Potem strażnicy  wywieźli mężczyznę do lasu, tam mieli grozić mu śmiercią i powiedzieli, że „nikt go w tym miejscu nie znajdzie". Paweł Surgiel bał się, że spełnią groźbę i zgodził się podpisać dokument, którym okazał się mandat w wysokości 500 zł.

Gdy symulował, że ma atak astmy strażnicy odwieźli go pod dom. Na miejscu mężczyzna wezwał policję.

Całą sprawę opisał też na Facebooku. "Zostałem brutalnie pobity i okradziony przez straż miejską w Warszawie. Pod własnym blokiem. Wybity ząb, bark, nie widzę na jedno oko, grozili śmiercią, wywieźli do lasu" - napisał.

Policja najpierw wezwała pogotowie do pobitego, a potem przeszukała radiowóz straży. W samochodzie odnaleziono ukrytą wizytówkę pana Pawła, co potwierdzało jego opis nocnych wydarzeń.

Wczoraj prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie tych zdarzeń. Na jej zlecenie policja zatrzymała strażników miejskich. Dziś rano dowieziono ich do prokuratury na przesłuchanie. – Usłyszeli już zarzuty przekroczenia uprawnień w celu osiągnięcia korzyści  osobistej, użycia przemocy i groźby bezprawnej w celu zmuszenia pokrzywdzonego do złożenia stosownego oświadczenia oraz pozbawienia wolności - mówi „Rzeczpospolitej" Artur Oniszczuk szef prokuratury rejonowej na Pradze Północ.

Przesłuchanie byłych już strażników nadal trwa. Na razie nie wiadomo czy przyznają się do winy, i czy prokuratura będzie wnioskować o areszt dla nich.

Autopromocja
ORZEŁ INNOWACJI

Ogłoszenie wyników konkursu już 28 września

Dowiedz się więcej

Sprawą zajęła się też sama straż miejska. Jeszcze we wtorek zwolniono dyscyplinarnie obu strażników. - W związku z niedopełnieniem procedur postępowania oraz utratą zaufania niezbędnego do wykonywania zadań publicznych - tłumaczyła Monika Niżniak, rzecznik straży miejskiej.