fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wybory parlamentarne 2019

Wybory 2019: Kampania błędów i słów

M. Łasyk/REPORTER
To najważniejsze wybory po 1989 r. - powtarzali politycy z różnych opcji politycznych, mobilizując wyborców.

To właśnie słowo „mobilizacja” definiowało wysiłki sztabów. Tak samo mocno jak praca programowa i przygotowywanie programów. Tego ostatniego w tej kampanii też było zaskakująco wiele.

Była to kampania bardziej dobrych i złych decyzji sztabów niż niespodziewanych wydarzeń zewnętrznych zmieniających jej bieg. To będzie miało największy wpływ na wynik. – Było spokojniej pod względem wydarzeń, niż się spodziewałem – przyznał w piątek, tuż przed ciszą wyborczą jeden ze sztabowców opozycji w rozmowie z „Rzeczpospolitą”.

Impuls motywacyjny

PiS zaczynało wybory w komfortowej sytuacji, po zwycięstwie w wyborach europejskich i z podzieloną konkurencją po stronie opozycji. Stratedzy PiS podjęli w trakcie wakacji decyzję, że potrzebny jest impuls motywacyjny na początek jesiennej kampanii. Tym impulsem okazał się tzw. hat trick Kaczyńskiego, czyli zapowiedź podwyżki płacy minimalnej, zrównania dopłat dla rolników oraz 13. i 14. emerytura. Ten pakiet został zaprezentowany na zorganizowanej z dużym rozmachem – organizatorzy mówili o kilku tysiącach osób – konwencji PiS w Lublinie 6 września. To zdecydowanie był najlepszy moment ich kampanii. – Udało nam się wtedy zrobić restart – przyznaje nasz rozmówca. Bo i PiS nie ustrzegło się błędów. Najgorsza była reakcja – jeszcze w sierpniu – na sprawę lotów ówczesnego marszałka Sejmu Marka Kuchcińskiego. Spowodowało to wielodniowy chaos i wymusiło zdecydowane działania, takie jak lubelska konwencja.

Kampania Koalicji Obywatelskiej rozpoczęła się od bardzo dobrze ocenianego forum programowego na początku lipca. Później najlepiej ocenianym – wewnętrznie i nie tylko – posunięciem był trzymany w głębokiej tajemnicy do końca manewr z wystawieniem na początku września Małgorzaty Kidawy-Błońskiej jako kandydatki na premiera.

Manewr, który zdaniem większości naszych rozmówców z wewnątrz Koalicji Obywatelskiej, był dobry, ale spóźniony. To słowo najczęściej pojawia się w komentarzach, gdy w PO – największej partii tworzącej Koalicję – omawia się przebieg kampanii. Najsłabszy moment zaczął się dla Koalicji po publikacji taśm z nagraniem rozmowy Sławomira Neumanna – na tydzień przed ciszą wyborczą. Słychać tam, jak były już szef klubu PO-KO mówi, że „rzygam już tym Tczewem”, mając na myśli lokalnych działaczy PO. A później, w niedzielę 6 października Lech Wałęsa – jako gość specjalny konwencji KO w Warszawie – w swoim przemówieniu „zdrajcą” nazwał na dzień przed pogrzebem, śp. Kornela Morawieckiego.

Opowieść pokoleniowa

Dla Lewicy największym sukcesem w tych wyborach – poza samym porozumieniem się i stworzeniem wspólnego bloku – było zaprezentowanie „pokoleniowej” opowieści uwiarygodniającej połączenie na jednej liście trzech osobnych partii. Ta opowieść była uniwersalna i mogła posłużyć za przykład łączenia wyborców z miast różnych wielkości i ludzi w każdym wieku.

Wzmocnił tę opowieść były prezydent Aleksander Kwaśniewski, który na konwencji w sobotę, 5 października – tuż przed wyborami – jednoznacznie poparł Lewicę. Lewicy nie udało się za to zbudować kontry dla KO, jeśli chodzi o przesłanie dla kobiet. To pole Lewica oddała KO niemal walkowerem, mimo że na jej listach było wiele wiarygodnych dla kobiet kandydatek.

W kampanii ludowców najlepiej oceniane są wystąpienia Władysława Kosiniaka-Kamysza w dwóch telewizyjnych debatach. To może mieć decydujący wpływ na wyborców i wynik PSL-Koalicji Polskiej. Zwłaszcza jako prezentacja alternatywy dla tych, którzy byli w dniu wyborów rozczarowani kampanią Koalicji Obywatelskiej i szukali kogoś, na kogo można oddać głos. Kosiniak-Kamysz pokazał też na koniec kampanii – swoim 24-godzinnym objazdem – wytrwałość i chęć walki do końca. PSL udało się też doprowadzić do podpisania ponadpartyjnego paktu dla zdrowia. Jednak kandydaci na listach PSL z korzeniami w PO (jak Marek Biernacki) nie byli punktem odniesienia w kampanii tak bardzo, jak można się było tego spodziewać po samym składzie list.

Dla Konfederacji najlepszym momentem kampanii była prezentacja programu – o dość umiarkowanym charakterze – i debata, w której dobrze zaprezentował się Krzysztof Bosak. Konsekwentnie budował przesłanie, że Konfederacja całkowicie różni się od czterech pozostałych komitetów. Słabym punktem kampanii okazał się ponownie Janusz Korwin-Mikke, którego deklaracja o Rosji i sojuszu z Rosją zepsuły wizerunek partii o bardziej umiarkowanym charakterze, nad którym pracowali jej liderzy przez kampanię.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA