Zdaniem salonu to "pisanie historii od nowa" i zastępowanie prawdziwych bohaterów "ludźmi, którzy nic nie zrobili".

Frazes, który stał się mantrą, powtarzany bezustannie przez najrozmaitszych mędrków, stoi w doskonałej sprzeczności z prawdą.

To nie organizatorzy konferencji chcą z niej usunąć niewygodnych sobie działaczy – to oni zostali z niej przez wpływowe lobby po orwellowsku "wyparowani", do tego stopnia, że pokoleniu wychowanemu na mądrościach "Gazety Wyborczej" nic dziś ich nazwiska nie mówią.

W Peerelu byli weterani, którzy walczyli o Polskę z pozycji słusznych (w LWP i komunistycznej partyzantce), honorowani i czczeni, oraz weterani niesłuszni, którym żadne honory się nie należały.

W III RP podobnie. Pomylono przy tym, świadomie, zasługę walki o wolność z politycznym sukcesem zdyskontowania owej walki przez zawarcie w odpowiedniej chwili transakcji z wycofującymi się na z góry upatrzone pozycje komunistami. Stąd pokraczna wersja jedynie słusznej historii, w której komunizm obalił osobiście Lech Wałęsa z pomocą doradców z kręgu Jacka Kuronia, Bronisława Geremka i Adama Michnika.

Innych zaś albo nie było, albo – jak "terroryści" z "Solidarności Walczącej" i "nacjonaliści" z opozycji niepodległościowej – wręcz powstaniu wolnej Polski przeszkadzali.

Historia "Solidarności" bez Wałęsy to absurd – zanoszą się oburzeniem salony. A bez Andrzeja Gwiazdy, Anny Walentynowicz i Krzysztofa Wyszkowskiego to niby nie?

[link=http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/2008/09/07/policjanci-i-zlodzieje/]blog.rp.pl/ziemkiewicz[/mail]