Pierwsze czytanie zaplanowano na wtorkowy wieczór, już po zamknięciu tego wydania „Rzeczpospolitej". Ale trudno oczekiwać odrzucenia projektu, skoro popiera go partia rządząca. PiS ograniczenie handlu w niedzielę zapowiadało już w kampanii wyborczej.
– Teraz jest najlepszy moment na taką inicjatywę – powtarzał wielokrotnie Alfred Bujara, szef sekcji handlowej NSZZ Solidarność i jeden z autorów projektu ustawy.
Zgodnie z dokumentem sklepy niedziele będą zamknięte – wyjątki to sezon świąteczny i wyprzedaże. Będą mogły pracować tradycyjne sklepy spożywcze, jeśli za kasą stanie właściciel. Ale tylko te poza sieciami franczyzowymi czy ajencyjnymi – dla nich tej furtki nie przewidziano, choć należą do niezależnych firm i jedynie działają pod jedną marką. Wyłączenia dotyczą jeszcze stacji benzynowych, aptek czy sklepów z pamiątkami w miejscowościach turystycznych.
Pracownicy sklepów niezależnie od tego, czy zatrudnieni są na etacie czy umowach cywilnoprawnych, tego dnia mają mieć wolne.
Branża projekt krytykuje. Polska Rada Centrów Handlowych podaje, że tylko co piąty Polak twierdzi, iż nigdy nie robi zakupów w niedzielę. To centra potencjalny zakaz odczułyby najmocniej, bo niedziela dla konsumentów to doskonały dzień na zakupy w nich. Dlatego ich zamknięcie oznaczać może zwolnienie nawet 50 tys. osób.