[b]Rz: Czy tych kilka – na razie – dni przerwy w lotach nad Europą odbije się na sytuacji gospodarczej?[/b]
Howard Archer: W sytuacji, kiedy przez kilka dni praktycznie żaden samolot nie jest w stanie dotrzeć, ani odlecieć z Wielkiej Brytanii, skutki dla gospodarki muszą być odczuwalne. Ale nie panikujmy. Nawet jeśli taka sytuacja potrwa jeszcze kilka dni, straty nadal będą do odrobienia.
[b]Jakie dziedziny, poza branżą lotniczą, mogą ucierpieć ?[/b]
Przede wszystkim turystyka – mamy wiosnę i widać już wyraźne ożywienie. Ale z drugiej strony ci, którzy nie mogli odlecieć, muszą coś jeść i gdzieś mieszkać, więc też będą wydawać pieniądze. Zarobią hotele i restauracje. Ci, którzy zostali, także będą musieli zrobić jakieś zakupy - zarobią więc również sklepy. Lepsze wyniki będzie miał Eurostar, linie kolejowe, operatorzy autobusów i wypożyczalnie samochodów.
Może się jednak okazać, że jakimś firmom nie uda się wywieźć towarów, inne nie będą w stanie ich przywieźć. Powstaną zapewne szkody w transporcie towarów, które łatwo się psują.
[b]Wiosna jest jednak nie tylko początkiem europejskiego sezonu turystycznego, ale i pełnią sezonu konferencji. Ta sytuacja uderzy w organizatorów takich imprez. [/b]
Rzeczywiście tak będzie. Oszczędzą jednak na tym firmy. Konferencje zmienią się w telekonferencje, a jeśli już konieczne są osobiste spotkania, mogą z pewnością zostać przełożone. Każdy także spokojnie może popracować w domu. To nie lata 80. Mamy Internet, telefony komórkowe, kłopotów z komunikacją być nie powinno.
Najbardziej ucierpią linie lotnicze i turystyka, co będzie bolesne w takich krajach, jak np. Grecja i Hiszpania, które i tak mają swoje kłopoty.