Z raportu „Cyberportret polskiego biznesu 2026” wynika, że zaledwie 14 proc. pracowników wysoko ocenia swoje kompetencje z zakresu cyberbezpieczeństwa, podczas gdy już 64 proc. korzysta w pracy ze sztucznej inteligencji (AI). Czy pracownicy nadążają za tempem zmian technologicznych i są na nie gotowi?

Reklama
Reklama

Myślę, że coraz bardziej tak. To jednak nie jest stan dany raz na zawsze. To obszar, w który firmy zdecydowanie powinny intensywnie inwestować, bo nowe technologie, cyberbezpieczeństwo i wszystko, co się z tym wiąże, to już nie przyszłość, tylko teraźniejszość. Na przykład Orange Polska jest znany ze swojego profilu cyberbezpieczeństwa. Sprzedajemy je jako usługę, a więc oczywiste jest, że nasi pracownicy są też specjalistami w tym zakresie. AI to dziś rzeczywistość. 50 proc. naszych pracowników przeszło w ciągu ubiegłego roku szkolenia z zakresu nowych technologii, a w codziennym funkcjonowaniu używa jej znacznie większy odsetek osób – zarówno prywatnie, jak i w firmie. Mamy własną platformę AI, która towarzyszy nam na co dzień w pracy. Ale oczywiście to nie jedyne narzędzie, którego używamy. Jest ich znacznie więcej.

Wyzwania związane ze sztuczną inteligencją i cyberbezpieczeństwem to jedna sprawa. Kolejną jest to, że firma taka jak Orange, która się bardzo dynamicznie rozwija i wdraża nowe rozwiązania, sama mierzy się z niedoborem specjalistów. Co z waszego punktu widzenia jest większym problemem: znalezienie pracowników z odpowiednimi kompetencjami czy też przekwalifikowanie lub umożliwienie nabycia nowych kompetencji tym, którzy już są w firmie?

Myślę, że trzeba robić obie te rzeczy. Jeżeli przejdziemy do raportów dotyczących bezrobocia – a takie raporty każda szanująca się firma cyklicznie ogląda, dlatego że zakładamy, że gdzieś tam może się czaić wybitny ekspert, którego moglibyśmy „złowić” do swojego zespołu – to widać, że przy półmilionowym bezrobociu na przykład moja firma może celować w grupę ok. 15 tys. ludzi. To bardzo mało, jeżeli mówimy o osobach, które są bezrobotne prawdopodobnie tylko chwilowo, bo z takimi kompetencjami najczęściej szybko znajdą pracę. Natomiast trzeba kupować kompetencje z rynku, jeżeli są potrzebne. Wtedy naszym potencjalnym odbiorcą są nie tylko bezrobotni, ale także szeroko rozumiana konkurencja. Bo dziś rywalizacja o talenty trwa nie tylko z naszą bezpośrednią konkurencją. Potrzebujemy specjalistów, którzy pracują w różnych firmach. Jednocześnie mocno inwestujemy w reskilling i upskilling. To działania, które trzeba zaczynać wcześnie. My zaczęliśmy to robić już kilka lat temu. Ponad 80 proc. naszej edukacji, szkoleń, odbywa się w sieci. Jeżeli ktoś ma ambicje, może skorzystać z naszego systemu oceny kompetencji, który nazywa się SkillsUp, sprofilować swój przyszły rozwój pod przyszłe stanowisko i zainwestować w siebie. To też chętnie robimy.

Biznesowi nie pomaga tu demografia. Jesteśmy społeczeństwem starzejącym się, na rynek pracy będzie wchodziło coraz mniej młodych ludzi, w związku z tym pracodawcy muszą w większym stopniu opierać się na pracy starszych pracowników. Czy firmy są na to gotowe?

Ja się nie obrażam na rzeczywistość, ona po prostu taka jest. W naszej firmie w tej chwili średnia wieku wynosi 46 lat. Nie zauważyłem, żeby to negatywnie rzutowało na wyniki. Wręcz przeciwnie.

Wiek nie jest dla państwa barierą.

Od dawna nie jest, bo mity o cyfrowym wykluczeniu czy podobne są już mocno przestarzałe. Nasi pracownicy w każdej kategorii wiekowej są bardzo zaawansowani, jeżeli chodzi o technologie. To nie wynika tylko z profilu firmy. To jest naturalny trend – po prostu żyjemy w przestrzeni cyfrowej. Natomiast my łączymy pokolenia. Zapraszamy młodych ludzi, mamy duży program stażowy, w którym oferujemy 100 miejsc pracy co roku w ramach programu Let’s Orange. Ostatnio na te 100 miejsc zgłosiło się 13 tys. aplikantów, więc pewnie to trochę dlatego, że jesteśmy popularni, a trochę dlatego, że intrygująca jest branża i projekty, które robimy, są fajne. Ale robimy też następny ruch: budujemy w ten sposób relacje międzypokoleniowe.

Wracając do sztucznej inteligencji – często przekonuje pan, że AI nie zastąpi ludzi, ale zmieni sposób ich pracy. Rzeczywiście to człowiek zawsze będzie w centrum zainteresowania?

W zależności od tego, o jakich zawodach mówimy, będą się zmieniały proporcje udziału technologii versus to, co robi człowiek. Ale z drugiej strony będą się pojawiały nowe zawody, w których człowiek będzie absolutnie kluczowy i jego kompetencje będą niezbędne. Ja na co dzień w swoich zespołach obserwuję, jakie kompetencje są zastępowane przez zaawansowanych agentów, którzy po prostu skracają nam czas pracy nad różnymi rzeczami. Oczywiście tworzone są dosyć futurystyczne wizje tego, co może się stać. Jest tak, że AI wymaga od nas odpowiedniego podejścia od strony etyki.

Pytanie, czy na tym etapie potrafimy to  zrobić?

Chyba nie mamy wyjścia. To są technologie, które się uczą. Trzeba myśleć o tym, czego używamy i do jakich celów. Natomiast szanse, jakie stoją przed firmami, które będą sensownie wykorzystywały AI, są gigantyczne. To się przekłada na czas, ale też na jakość oferty. To się może przekładać na wiele innych obszarów. Aczkolwiek jak zwykle trzeba mieć pewien dystans, jeżeli chodzi o używanie różnych narzędzi, w tym AI.

-not. jer