Dyplomata uzasadniał to zbliżeniem stanowisk obu rządów w polityce bezpieczeństwa, energetyce i podejściu do konkurencyjności. Przypomniał, że kilka tygodni wcześniej niemiecki minister finansów Lars Klingbeil odwiedził Warszawę i zaprosił Polskę do grupy państw, które mają wzmacniać europejski system konkurencji. – Współpracujemy bliżej niż kiedyś. Polityka energetyczna jest tu dobrym przykładem – mówił ambasador podczas panelu w Katowicach.
Michał Baranowski, podsekretarz stanu w Ministerstwie Rozwoju i Technologii, był nieco ostrożniejszy – przyznał siódemkę. Zastrzegł jednak, że gdyby oceniał samych przedsiębiorców budujących relacje bilateralne, dostaliby dziesiątkę. Podobnie jak ambasador wskazywał na zbieżność priorytetów w Warszawie i Berlinie – od deregulacji po obronność.
Już przy pierwszej rundzie wypowiedzi biznesu panel zaczął jednak odpływać od bilateralnych relacji w stronę zupełnie innego adresata. Dopiero przy pytaniach z sali nazwano to po imieniu. – Patrzę, że jest to forum o współpracy polsko-niemieckiej, a mówimy cały czas o Unii – zwrócił uwagę jeden z uczestników.
Sebastian Płóciennik, dyrektor Fundacji Współpracy Polsko-Niemieckiej, zauważył, że to nie przypadek. Polska i Niemcy – jak mówił – mają dziś po prostu te same problemy, a wspólne formułowanie listy pretensji do Brukseli to zjawisko stosunkowo nowe w dyskusjach między oboma krajami. Pozostali uczestnicy panelu w praktyce to potwierdzili, bo przez większość spotkania mówili właśnie o tym: o tempie unijnych procedur, o ciężarze regulacyjnym i o pogarszającej się konkurencyjności europejskiego przemysłu.
Katarzyna Byczkowska, prezes zarządu BASF Polska i prezes Polsko-Niemieckiej Izby Przemysłowo-Handlowej, mówiła o chemii, ale patrząc też poza własną branżę – pokazywała, co dzieje się w niej z kosztami, regulacjami i mocami produkcyjnymi, jako przykładami tego, z czym mierzy się cały europejski przemysł.
Przypomniała przy tym skalę branży – niemal jedna piąta polskiego przemysłu i 7 proc. całego przemysłu europejskiego – oraz jej rolę w łańcuchach dostaw. – Branża chemiczna jest branżą branż. Bez branży chemicznej nie ma niczego innego – mówiła. I dlatego to, co dzieje się w chemii, powinno, jej zdaniem, niepokoić wszystkich.
A dzieje się źle od lat. Byczkowska wskazała, że moce produkcyjne skurczyły się o około 10 proc. w ciągu kilku ostatnich lat, a tempo wyłączania zakładów przyspiesza. Mówiła o 37 milionach ton utraconych zdolności produkcyjnych i o 20 tys. miejsc pracy, które bezpośrednio za tym stoją. Nie zgodziła się przy tym z diagnozą, że to skutek ostatnich kryzysów – jej zdaniem mamy do czynienia z procesem, który trwa dłużej i narasta.
Przyczyny wskazała dwie: energia i regulacje. – Dwukrotnie więcej wydajemy na adaptowanie się do regulacji niż na badania i rozwój – mówiła.
Byczkowska nie ukrywała sympatii do integracji, ale krytykowała sposób podejmowania decyzji, nazywając go „swego rodzaju potworkiem”. – Trzeba 27 razy usłyszeć „tak”, żeby coś zmienić, a wystarczy jedno weto, które może zniszczyć nasze plany. To nas ściąga z wybranej ścieżki. To nam utrudnia przeprowadzenie rozmaitych inicjatyw – podkreślała.
Nie jest to tylko problem chemii, jak wskazywał Rafał Rudziński, prezes Robert Bosch w Polsce. Posłużył się przy tym porównaniem: uruchomienie unijnego programu SAFE, wspierającego przemysł obronny kwotą 150 mld euro, zajmie około roku – pod presją wojny. Regulacje pomagające motoryzacji przejść przez transformację powstają, według jego szacunków, od dwóch lat i upłyną kolejne dwa, zanim zaczną działać.
– Gdybyśmy tak przyspieszali w transporcie, dalej byśmy mieli zaprzęgi konne, a nie samochody – podsumował cierpko. I ostrzegł, że różne scenariusze mówią o utracie od 300 do 600 tys. miejsc pracy w branży w ciągu trzech-czterech lat. Jego postulat to rewizja podejścia do transformacji: bez narzucania jednej technologii, z otwarciem na biopaliwa, wodór i paliwa zeroemisyjne.
Lyndsay Sullivan, szefowa dywizji Bayer Pharmaceuticals dla Europy Środkowo-Wschodniej, dołożyła trzeci sektorowy głos. Oceniła sytuację europejskiej farmacji na pięć w dziesięciostopniowej skali, wskazując, że bilans handlowy branży przesunął się z nadwyżki w kierunku deficytu, a kontynent traci pozycję wobec Stanów Zjednoczonych i Chin.
Na koniec panelu moderator – Lars Gutheil, dyrektor generalny Polsko-Niemieckiej Izby Przemysłowo-Handlowej – poprosił uczestników o ich prognozy w pięcioletniej perspektywie. Najdalej idącą przedstawił wiceminister Baranowski, wyrażając nadzieję, że wówczas „nie będziemy się przejmować nawet wielkimi mocarstwami gospodarki światowej i ich działaniami”. Jednocześnie przyznał, że szanse na to wynoszą mniej niż 50 proc. Byczkowska swoją prognozę sformułowała bardziej wąsko, ale w tym samym tonie – sukcesem będzie, jeśli za pięć lat w Europie wciąż będzie przemysł chemiczny.