Partner panelu: Stowarzyszenie Producentów Cementu

Czy bez cementu można wyobrazić sobie nowoczesne państwo? Uczestnicy debaty „Fundament polskiej gospodarki. Jak ochronić konkurencyjność przemysłu cementowego?”, zorganizowanej przez „Rzeczpospolitą” podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach, nie mieli w tej sprawie żadnych wątpliwości.

Rozmowę prowadził Marcin Piasecki z „Rzeczpospolitej”, a w dyskusji udział wzięli Krzysztof Kieres, przewodniczący Stowarzyszenia Producentów Cementu, Ignacy Niemczycki, wiceminister spraw zagranicznych, Zbigniew Liptak, partner EY, oraz Adam Jaruga, wójt gminy Rędziny. Punktem wyjścia była próba odpowiedzi na pytanie, jak pogodzić strategiczne znaczenie branży cementowej z rosnącą presją kosztową, polityką klimatyczną Unii Europejskiej oraz konkurencją spoza wspólnoty.

Bez cementu nie ma budownictwa, a bez budownictwa nie ma gospodarki

Jak podkreślił Krzysztof Kieres ze Stowarzyszenia Producentów Cementu, sam tytuł debaty trafnie oddaje rolę branży. – Przemysł cementowy jest przemysłem lokalnym, opartym na lokalnych surowcach. Zatrudnia polskich pracowników, płaci tutaj podatki i dostarcza bardzo cenny surowiec dla budownictwa. Można powiedzieć w skrócie: bez cementu nie ma betonu, bez betonu nie ma budownictwa. Bez budownictwa trudno sobie wyobrazić rozwój gospodarki narodowej – mówił.

Jak zaznaczył, znaczenie cementu wykracza dziś daleko poza tradycyjne budownictwo mieszkaniowe. To także infrastruktura drogowa i kolejowa, inwestycje publiczne, a także – coraz wyraźniej – potrzeby związane z obronnością. – Bardzo ważne jest, aby przemysł został w Polsce, żeby tutaj miał stworzone warunki do konkurencyjnego działania i mógł się w sposób nieskrępowany rozwijać – podkreślił.

W liczbach sektor również robi wrażenie. W ubiegłym roku polskie cementownie wyprodukowały 17,1 mln ton cementu. Branża zatrudnia bezpośrednio około 4 tys. pracowników, a poprzez firmy współpracujące tworzy około 24 tys. miejsc pracy. – Płacimy bezpośrednio ponad 3 mld różnego rodzaju podatków i tworzymy ponad 5 mld wartości dodanej w gospodarce. Myślę, że jest to przemysł, o który warto dbać – zaznaczył Kieres.

Cement w samym sercu gospodarki

Na fundamentalną rolę branży zwracał uwagę także Zbigniew Liptak z EY, który spojrzał na temat z perspektywy całej gospodarki. – Branża cementowa jest fenomenalnie ulokowana w samym rdzeniu przepływów całej polskiej gospodarki – mówił. Jak obrazowo tłumaczył, zanim powstanie budynek, droga czy most, potrzebny jest fundament, wykonywany oczywiście z betonu. – Fundamentem każdego domu jest właśnie beton. A beton jest głównie z cementu – przypomniał.

Ekspert zwrócił uwagę również na mniej oczywisty aspekt funkcjonowania branży – jej rolę w gospodarce obiegu zamkniętego. Cementownie wykorzystują m.in. żużel hutniczy, popioły z elektrowni i paliwa alternatywne RDF. – Dwa miliony ton tych RDF-ów jest spalanych w ramach sektora cementowego. Jeśli wieża Eiffla waży jakieś dziesięć tysięcy ton, to wyobraźmy sobie, że 200–300 wież Eiffla jest utylizowanych dzięki temu, że w Polsce mamy branżę cementową – podkreślał.

Emisyjność? Problem nie polega na tym „czy”, ale „gdzie”

Jednym z głównych tematów debaty była kwestia emisyjności procesu produkcji cementu. Branża należy do najbardziej energochłonnych i emisyjnych sektorów przemysłu, ale – jak podkreślali uczestnicy – część emisji jest nieunikniona. Jak wyjaśniał Kieres, nie ma możliwości wyprodukowania klinkieru (wytrzymały i naturalny materiał ceramiczny) czy cementu bez emisji CO2. – Dlatego tę część emisji nazywamy emisją procesową – podkreślał. Produkcja klinkieru wymaga redukcji węglanu wapnia, a więc uwolnienia dwutlenku węgla. Tego procesu nie da się po prostu wyłączyć.

Zbigniew Liptak sprzeciwiał się też prostemu stwierdzeniu, że przemysł cementowy jest „mało przyjazny środowisku”. – Jeśli zrezygnujemy z cementu, zrezygnujemy z cywilizacji – stwierdził. Jak dodał, pytanie jest inne: gdzie ten przemysł cementowy jest ulokowany, a nie czy przemysł cementowy jest – albo go nie ma. Jak mówił Liptak, przeniesienie produkcji poza Europę nie oznacza bowiem likwidacji emisji – oznacza jedynie ich eksport, często do krajów o znacznie niższych standardach środowiskowych.

Energia elektryczna jako główny koszt

Drugim wielkim wyzwaniem pozostają ceny energii. Jak wskazywał Kieres, energia elektryczna odpowiada za około 30 proc. kosztów produkcji cementu. – Jeżeli mieliśmy szokową sytuację sprzed dwóch, trzech lat, kiedy energia elektryczna zdrożała z dnia na dzień wręcz o 600 zł, to nie można się dziwić, że zdrożały wyroby, do których produkcji wykorzystuje się znaczne ilości energii – mówił.

Branża od lat inwestuje w paliwa alternatywne, zastępując paliwa kopalne odpadami przetworzonymi na RDF. – Nikt nas do tego nie popychał. My sami jako branża tworzyliśmy podstawy tego przemysłu gospodarki odpadami – zaznaczył. Jednocześnie polscy producenci apelują o rekompensaty kosztów pośrednich oraz stabilizację cen energii, bo bez tego coraz trudniej konkurować z producentami z innych krajów europejskich.

Gmina i cementownia – związek nierozerwalny

Społeczny wymiar obecności cementowni najlepiej pokazał głos samorządu. Adam Jaruga, wójt gminy Rędziny, mówił o relacji lokalnej społeczności z cementownią Rudniki. – Nie znam rodziny, która do dzisiaj funkcjonuje w mojej miejscowości, w której ktoś nie pracowałby w tej cementowni – przyznał.

Jak podkreślił, zakład nie jest dziś postrzegany jako uciążliwy sąsiad, ale jako fundament rozwoju gminy. – Cementownia jest takim fundamentem współpracy pomiędzy samorządem lokalnym i społecznością – zaznaczył.

Przypomniał również, że historyczne problemy z pyleniem należą już do przeszłości. – Teraz żyjemy w zupełnie innych realiach. Proces unowocześniania procesu produkcyjnego w cementowni jest tak dobrze przeprowadzony, że nie jest w ogóle uciążliwy dla mieszkańców – powiedział.

Dla gminy oznacza to nie tylko miejsca pracy, ale też rozwój usług publicznych, inwestycje i stabilne dochody budżetowe. – Dzięki cementowni my się możemy rozwijać. Dzięki niej podejmujemy kolejne inwestycje, kupujemy autobusy – mówił Jaruga.

Ukraina, Afryka i nierówna konkurencja

Największy niepokój branży budzi dziś import cementu spoza Unii Europejskiej – przede wszystkim z Ukrainy, ale także z kierunków afrykańskich. Marcin Piasecki przypominał, że przewaga cenowa importerów wynika często z prostego faktu: nie ponoszą takich samych kosztów klimatycznych jak producenci unijni.

Wiceminister spraw zagranicznych Ignacy Niemczycki podkreślał jednak, że nie chodzi o protekcjonizm. – Konkurencja jest ogólnie czymś dobrym – zaznaczył. Jak jednak dodał, konkurencja ta musi się odbywać na równych zasadach. To właśnie dlatego Polska zabiega o uszczelnienie mechanizmów ochronnych na poziomie UE – zarówno systemu ETS, jak i CBAM, czyli granicznego podatku węglowego. – Skoro mają dostęp do europejskiego rynku, to muszą spełniać te europejskie standardy – mówił o Ukrainie wiceminister.

Niemczycki wspomniał też, że rząd wspiera także ideę „preferencji europejskiej” w zamówieniach publicznych – premiowania firm, które produkują na terenie Unii. – Naturalne, że będziemy promować firmy działające, produkujące tutaj, u nas na rynku – podkreślił.

Produkcja cementu a uprawnienia do emisji CO2. Czy mamy jeszcze czas?

Najmocniejsze ostrzeżenie w odpowiedzi na to pytanie padło ze strony przewodniczącego SPC. – Nie mamy tego czasu de facto – powiedział Krzysztof Kieres. Chodzi o stopniowe wygaszanie darmowych uprawnień do emisji CO2 w systemie ETS. Do 2034 r. mają one zniknąć całkowicie, a później może pojawić się problem nawet z samą możliwością zakupu uprawnień.

Ratunkiem ma być technologia CCS, czyli wychwytywania i magazynowania CO2. – To są potworne koszty: między 500 mln a półtora miliarda złotych na jeden zakład – wyliczał Kieres.

Jednak bez odpowiednich regulacji i infrastruktury – rurociągów oraz miejsc trwałego magazynowania CO2 – nikt nie podejmie takich inwestycji. – Po to krzyczymy w tej chwili mocno, żeby jeszcze podjąć działania, które pozwolą uniknąć realizacji czarnego scenariusza – mówił.

Ostrożny optymizm zamiast alarmu

Mimo istniejących zagrożeń dla produkcji cementu, wiceminister Ignacy Niemczycki przekonywał, że w Europie trwa już wyraźna zmiana myślenia o polityce przemysłowej. – Nie jest tak, że system ETS został wymyślony po to, żeby zgładzić europejską gospodarkę – podkreślił wiceszef MSZ.

Jego zdaniem potrzebna jest nie rewolucja, lecz dostosowanie systemu. – Musimy dokonać pewnej kalibracji, ale patrząc na interesy wszystkich graczy na rynku – zaznaczył.

Także Krzysztof Kieres widzi przestrzeń do optymizmu. – Nie ma od tego odwrotu – mówił o transformacji klimatycznej. Ale warunek jego zdaniem jest jeden: przemysł musi mieć szansę przejść tę drogę bez utraty konkurencyjności i bez ucieczki produkcji poza Europę. Bo jak zgodnie podkreślali uczestnicy debaty – jeśli Europa straci przemysł cementowy, straci znacznie więcej niż tylko kolejną branżę. Straci jeden z fundamentów swojej gospodarki.

Partner panelu: Stowarzyszenie Producentów Cementu