Reklama
Rozwiń
Reklama

Indie rosną w siłę

Wubiegłym tygodniu byłem z dwudniową wizytą w Indach, w miejscowości Pune. Miasto leży o dwie godziny jazdy samochodem od Bombaju, mieszkają w nim 4 mln ludzi. W Pune jest najwięcej uczelni i instytutów na świecie, stąd czasem nazywa się je Oksfordem Wschodu

Publikacja: 08.04.2011 04:05

Krzysztof Rybiński

Krzysztof Rybiński

Foto: Fotorzepa, Dominik Pisarek Dominik Pisarek

Byłem zaproszony na uroczyste otwarcie centrum Indie – Europa – Ameryka na największej prywatnej uczelni w Indiach, Bharati Vidyapeeth. Ma ona ponad 160 wydziałów oraz instytutów i kształci ponad 200 tys. studentów (cztery razy tyle co Uniwersytet Warszawski). Bliźniacze Centrum Indyjsko-Europejskie właśnie otworzyliśmy na Uczelni Vistula, której jestem rektorem.

Studenci w Pune uczą się często do godz. 2 – 3 nad ranem, ponieważ jest ich bardzo dużo, co oznacza olbrzymią konkurencję na rynku pracy. Wielu studentów zdobywa doświadczenie w innych krajach, najczęściej anglojęzycznych: USA, Wielkiej Brytanii, Australii, Nowej Zelandii. Ale spoglądają też coraz częściej w kierunku Europy kontynentalnej. To może być szansa dla naszych uczelni, jeżeli będą potrafiły zrozumieć kryteria, jakimi kierują się uczelnie w Indiach, i będą potrafiły dostosować się do zupełnie innego kulturowo środowiska.

Pracowałem w wielu krajach: Japonii, Grecji, Wielkiej Brytanii, USA, a teraz pracuję z inwestorami z Turcji, więc jestem przyzwyczajony do różnego podejścia do prowadzenia biznesu, do różnych zwyczajów i stylów zarządzania. Jednak wizyta w Indiach była dla mnie sporym zaskoczeniem.

Na przykład w dniu, w którym zaczyna się oficjalna wizyta, nie ma jej planu. Dopiero rano po przylocie ktoś dzwoni i mówi, że spotkanie będzie w danym miejscu i porze, co oznacza, że będzie mniej więcej o tej godzinie. Dla Niemca czy Amerykanina przyzwyczajonego do napiętego grafiku spotkań to z pewnością spory szok.

Tak mijają dwa dni. Okazuje się, że mimo zupełnego chaosu organizacyjnego do wszystkich spotkań w końcu dochodzi,

Reklama
Reklama

a one same są bardzo konkretne i produktywne – o wiele bardziej niż podczas negocjacji prowadzonych w Europie.

Spotkania w Indiach bardzo wyraźnie pokazały globalne ambicje tego kraju. Minister sprawiedliwości tego kraju, z którym jedliśmy lunch, mówił o wiodącej roli Indii w wielu dziedzinach, w tym w kształtowaniu nowoczesnego prawa międzynarodowego. Dziekan Wydziału Prawa Uniwersytetu Bharati z dumą mówił, że teraz wybitni prawnicy brytyjscy i amerykańscy cytują wyroki sądów indyjskich i chwalą wysoką jakość tych wyroków.

Kanclerz uczelni opowiadał o kampusach zagranicznych, które uczelnia już ma w Zatoce Perskiej i planuje otwierać dalsze. Widać wyraźnie, że feniks Orientu się budzi i że świat niedługo o tym się przekona. Zresztą na każdym kroku widać, że kraj się rozwija. Mały biznes kwitnie, rozwijają się firmy wysokich technologii, a przejście przez ulicę jest prawie niemożliwe, chyba że między 12 w nocy a 5 rano, kiedy miasto śpi.

Bo gdy Pune się obudzi, to przez większość ulic bez przerwy przetaczają się tysiące samochodów, moto-ryksz i motocykli. Za każdym razem, gdy musiałem przejść przez ulicę, miałem wrażenie, że odbywa się to z narażeniem życia. Ale w jakiś trudno wytłumaczalny sposób, przy nieustannym dźwięku klaksonów, tłum pojazdów omija przechodnia-kamikadze.

Jeszcze dwie rzeczy zaskoczyły mnie pozytywnie w Indiach. Po pierwsze, tutaj bardzo szczerze i otwarcie rozmawia się o korzyściach, jakie można odnieść. Nie ma owijania w bawełnę, tylko wprost ocenia się, jakie wymierne korzyści może przynieść współpraca, przede wszystkim w wymiarze finansowym, ale nie tylko. To bardzo pomaga w rozmowach, ponieważ te korzyści można potem skodyfikować, przelać na papier i bardzo efektywnie rozpocząć współpracę na zasadzie wygrany – wygrany. W Polsce wielokrotnie uczestniczyłem w różnych negocjacjach i rzadko spotykałem się z taką otwartością obu stron.

Po drugie, stosowana jest w praktyce zasada time-to-market, czyli przekonanie, że jeżeli można na czymś zarobić, to należy to wdrożyć natychmiast, ponieważ niedługo mogą to zrobić konkurenci. W ten sposób uzgadniałem działania, które na polskich uczelniach publicznych zajęłyby wiele miesięcy lub rok, a w naszym przypadku mają być zakończone w ciągu jednego – dwóch tygodni.

Reklama
Reklama

Jeżeli wszystko się powiedzie, to w ciągu kilku lat nasze Centrum Indyjsko-Europejskie wykształci kilka tysięcy indyjskich studentów, którzy dzięki temu będą lepiej rozumieli Europę, a my skorzystamy na ich obecności, zapłacą czesne, podejmą pracę w firmach w Polsce.

To bardzo ważne, bo właśnie teraz, na początku XXI wieku, wykuwa się nowy ład gospodarczy. Nie wiemy, czy będzie oparty na otwartości i demokracji, czy na państwowym kapitalizmie.

Silniejsza współpraca Indii i Unii Europejskiej zwiększa szanse, że nowy ład gospodarczy będzie oparty na zasadach, które są fundamentem demokratycznego świata Zachodu. Dlatego w naszym interesie jest, aby feniks Orientu obudził się i wzleciał jak najwyżej. Powinniśmy mu w tym pomóc.

Autor jest profesorem i rektorem Uczelni Vistula (d. Wyższa Szkoła Ekonomiczno-Informatyczna w Warszawie)

Materiał Promocyjny
Lokaty mobilne: Nowoczesny sposób na oszczędzanie
Ekonomia
KGHM optymalizuje zagraniczny portfel
Ekonomia
Apelują do Orlen Termika. Chodzi o zamówienia dla dostawców spoza UE
Ekonomia
PGE odstąpiła od ważnej umowy. Naliczono wysokie kary
Materiał Promocyjny
Historyczne śródmieście Gdańska przyciąga klientów z całego kraju
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama