Środowa sesja przyniosła gwałtowne załamanie notowań naszego pieniądza. Sygnały jego osłabienia było już widać dzień wcześniej. Jednak skala wtorkowej przeceny była daleko mniejsza niż w trakcie wczorajszej sesji.

Jeszcze rano wydawało się, że złoty zacznie odrabiać straty z wtorku. Szybko jednak przewagę na rynku zdobyli sprzedający i kurs poleciał w dół. Powód wyprzedaży był ten sam co dzień wcześniej, czyli wypowiedź Marka Belki, szefa NBP, że Rada Polityki Pieniężnej powinna rozważyć obniżkę stóp procentowych. Wyprzedaż złotego trwała aż do wieczora. Na finiszu za euro trzeba było płacić już ponad 4,17 zł, czyli 1,6 proc. więcej niż dzień wcześniej. Był to najwyższy kurs od ponad miesiąca. Tyle samo podrożał też szwajcarski frank i był wyceniany na ponad 3,47 zł. Notowania dolara zwyżkowały o prawie 1,8 proc. do 3,32 zł.

Na rynku międzybankowym inwestorzy pozbywali się obligacji o długim terminie wykupu i zastępowali je papierami dwuletnimi. Ich oprocentowanie spadło do 4,11 proc. z 4,15 proc. we wtorek. Rentowność dziesięciolatek wzrosła za to (po dwóch tygodniach zniżek) do 4,89 proc. z 4,84 proc. W przypadku pięciolatek wynosiła 4,4 proc.