Gdziekolwiek spojrzeć z okien naszej redakcji na warszawskiej Woli, widać pracujące żurawie: powstają biurowce, mieszkania, przygotowywany jest plac pod wielką galerię handlową. Zaraz ruszy też rozbudowa metra.

Tymczasem najnowsze dane GUS są katastrofalne. W październiku produkcja budowlano-montażowa zmalała aż o 20 proc. rok do roku. Do tego – ze środowej ankiety przeprowadzonej przez Urząd zieje czarna rozpacz przedsiębiorców z tej branży.

– Jeśli nie zostaną uruchomione projekty infrastrukturalne, finansowane ze środków unijnych, część firm budowlanych może mieć poważne kłopoty z przetrwaniem – uważa Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek, główna ekonomistka Konfederacji Lewiatan.

Szykuje się najgorszy rok od 2013 r. Spadek rynku to efekt trwającego ponad rok zastoju w przetargach na budowę infrastruktury współfinansowanej z UE. Tej dziury nie są w stanie zasypać prywatne inwestycje w biurowce, mieszkania czy magazyny. Deloitte szacuje, że potrzeby inwestycyjne dotyczące dróg, kolei, energetyki i ochrony środowiska to w latach 2014–2028 aż 300 mld zł. Co prawda PKP PLK i Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad powoli ruszają z przetargami, ale firmy są i tak pełne obaw. – W budownictwie infrastrukturalnym rok 2017 też zapowiada się jako trudny, większość nowych inwestycji będzie w fazie projektowania – ocenia Krzysztof Kozioł z Budimeksu.

Wiele kontraktów będzie realizowanych w formule „projektuj i buduj", co oznacza, że przychody z nich widać będzie w wynikach firm najwcześniej w II połowie 2018 r. A należy się też liczyć z odwołaniami w przetargach.

Głód zleceń jest ogromny. Walka o kontrakty, wojna cenowa, zagrożenie dla jakości inwestycji – tak przyszłość widzi Skanska, potentat branży budowlanej.

Jest ryzyko, że w pewnym momencie nastąpi kumulacja prac, co wywinduje ceny materiałów, zagrażając rentowności kontraktów, jak przed Euro 2012. Firmy będą też musiały stawić czoło brakowi specjalistów.