Głównym negocjatorem ze strony Gazpromu będzie Aleksander Miedwiediew, wiceprezes rosyjskiej firmy. – Prezes Gazpromu dał mi pełnomocnictwa do prowadzenia dialogu z Komisją Europejską – powiedział agencji TASS Miedwiediew.
Spotkania bilateralne z unijną komisarz ds. konkurencji Dunką Margrethe Vestager odbędą się za zamkniętymi drzwiami. Bruksela zarzuca Gazpromowi stosowanie nieuczciwych praktyk cenowych, uzależnianie dostaw gazu od kontroli nad infrastrukturą przesyłową i zakazuje reeksportu gazu
Nominacja Miedwiediewa jest w Rosji zaskoczeniem, ale świadczy o tym, że Kreml wystawił przeciwko unijnej komisarz równie twardego przeciwnika. Miedwiediew przez 12 lat kierował najważniejszą spółką Gazpromu – Gazprom Export. Uchodził za technokratę, mało skłonnego do kompromisów i ustępstw. Wysoko wywindował ceny sprzedawanego gazu. Zniżki dawał tylko uległym i współpracującym klientom. Zimą 2009 r. podczas konfliktu z Ukrainą, nie zawahał się zakręcić kurka na dwa tygodnie, odcinając od dostaw wiele europejskich krajów. Negocjował też przez ponad dekadę kontrakt gazowy z Chinami.
W lipcu minionego roku Miedwiediew stracił fotel prezesa. Media donosiły, że relacje z prezesem Aleksiejem Millerem psuły się od lat. Miedwiediew nie był człowiekiem Millera i podobno prezes nieraz próbował się go pozbyć. Menedżer miał jednak wsparcie Kremla, zachował więc stanowisko wiceprezesa Gazpromu. W Gazprom Export zastąpiła go 43-letnia Jelena Burmistrowa, liberalna menedżerka nowego pokolenia, która doprowadziła do zawarcia 30-letniego kontraktu z chińskim CNPC. Niewiele to zmienia. Według gazety „Kommiersant" Burmistrowa zajmuje się „bieżącą działalnością biznesową", natomiast strategiczne kwestie dotyczące kontraktów i kontaktów zagranicznych pozostały w rękach Miedwiediewa.
Teraz ma on uchronić Gazprom od kary mogącej sięgać nawet 15 mld dol. Gdy jesienią 2012 r. Komisja Europejska ogłosiła, że rozpoczyna dochodzenie wobec Gazpromu, Miedwiediew zarzucił jej nieuczciwość. – Jest takie przysłowie: na złodzieju czapka gore. W tym przypadku powinna ona płonąć na głowie Komisji Europejskiej – mówił Miedwiediew.