- Dostęp do brytyjskich wód jako niezależnego kraju wyspiarskiego będzie po raz pierwszy od ponad 40 lat zależeć wyłącznie od nas, będzie pod naszą kontrolą w interesie brytyjskich rybaków. Jest to zgodne z polityką połowową krajów mających wybrzeże, np. Norwegii — oświadczył minister środowiska i wyżywienia, Michael Gove.
W negocjacjach z Unią Brytyjczycy chcą wydzielić sprawę dostępu do ich wód terytorialnych i ilości ryb brytyjskich eksportowanych do Unii. Ten pomysł ma poparcie sektora rybackiego na Wyspach, zwłaszcza w północno-wschodniej Szkocji, gdzie liczni wyborcy opowiedzieli się za Brexitem, aby zaprotestować przeciwko limitom ilościowym w połowach narzuconym przez Unię.
Biała księga opublikowana w Londynie stwierdza, że obecny system narzucony przez Unię jest niesprawiedliwy i przestarzały. Brytyjskim poglądom grozi silny sprzeciw Brukseli, gdzie uważa się, że skoro produkty brytyjskich połowów będą sprzedawane w Unii, to kutry krajów UE powinny mieć prawo łowienia na wodach brytyjskich. Obecnie W. Brytania eksportuje ok. 75 proc swych połowów do krajów Unii, a szkocka federacja rybacka twierdzi, że 60 proc. ryb jest odławiane na jej wodach przez jednostki z innych krajów Unii.
Obecna polityka Unii pozwala wszystkim europejskim statkom rybackim wpływać na wody i strefy połowowe krajów członkowskich, co sprzyja konkurencji. Bruksela odrzuca pogląd, że W. Brytania mogłaby dyktować jednostronnie warunki, na jakich inne kraje będą mogły łowić na jej wodach.
Premier Theresa May oświadczyła, że jej kraj wystąpi ze wspólnej polityki połowowej, ale limity (kwoty) zostaną utrzymane przez 2 lata po Brexicie.