Do popołudnia zostało odwołanych kilkadziesiąt lotów - krajowych, bądź europejskich.
Jak jednak zapowiedział rzecznik strajkujących pracowników, Matthias Maas tym razem strajk potrwa aż do czasu, kiedy pracodawca zaakceptuje warunki pracowników. Nie ukrywał, że warunki powinny być identyczne z tymi, jakie otrzymali zatrudnieni na lotnisku w Monachium,gdzie podwyższono zarobki i skrócono czas pracy. Jednakże Fraport obawia się,że gdyby przystał na roszczenia, natychmiast zastrajkowaliby inni pracownicy lotniska.
W ciągu całego poniedziałku Lufthansa odwołała 140 lotów, w tym żadnego do Polski - poinformowała „Rz" Claudia Lange,rzeczniczka prasowa przewoźnika. Nie ucierpiał również Lot.
Nowa fala strajku rozpoczęła się w niedzielę o 9 wieczorem . W poniedziałek zarząd Fraportu - operatora frankfurckiego lotniska ostrzegał, że może zostać odwołanych nawet 200 lotów, ale w południe było wyraźnie widać, że obsługa idzie znacznie sprawniej, niż początkowo sądzono.
Tak jak to było w ubiegłym tygodniu strajkują pracownicy obsługi naziemnej odpowiedzialny za parkowanie samolotów na płycie lotniska zrzeszeni w związku Gewerkschaft der Flugsicherung (GdF).
negocjacje między Fraportem a GdF załamały się w ostatni piątek,kiedy to pracodawca przedstawił związkowcom warunki, które zdaniem GdF były gorsze od wyjściowych. Fraport zatrudnił już mediatora, Ole von Beusta który uważa,że uczciwą propozycją byłoby dwustopniowe podwyższenie pensji w widełkach 200-1600 euro oraz zagwarantowanie pracownikom, że wszyscy znajdą zatrudnienie w firmie zewnętrznej odpowiedzialnej za obsługę naziemną.
Każdy dzień, kiedy odwołanych jest 20 proc. lotów, jak było to w ubiegłym tygodniu, kosztuje Fraport milion euro.W przypadku Lufthansy, która jest głównym operatorem frankfurckiego lotniska straty są większe i sięgają nawet 10 mln euro.
Wszyscy pasażerowie, którzy mają bilety na loty z Frankfurtu mogą dowiedzieć się,czy ich połączenie jest zaplanowane zgodnie z rozkładem pod telefonem w Niemczech 00 49 180513724636.