Ataki hakerów na Target Corp, JPMorgan Chase Co. a ostatnio na system komputerowy Anthem Inc. sprawiły, że popyt na ubezpieczenia antyhakerskie znacznie wzrósł. "Ludzie zaczęli myśleć o tym, że jest to realny problem. Zaczęli myśleć o cyberatakach, tak jak wydarzeniu losowym, np. o huraganie. Rzeczy, które przerażają sprzyjają sprzedaży ubezpieczeń" – uważa Ty Sagalow, konsultant rynku ubezpieczeniowego, a w przeszłości szef operacji bieżących sekcji biznesowej AIG.
Nick Economidis agent pracujący w Beazley Group, firmie oferujące ten produkt finansowy narzeka, że wszystkie towarzystwa ubezpieczeniowe zarzucone są wnioskami o sprzedaż polis. Potwierdza to sondaż przeprowadzony jesienią ubr. przez firmę reasekuracyjną PartnerRe Ltd. Aż 45 proc. agentów odnotowało "znaczący wzrost" popytu na ubezpieczeń od ataków hakerskich. W firmie Beazley sprzedaż tego rodzaju polis wzrosła w 2013 roku o 150 proc. a w 2014 roku o 100 procent. Ubezpieczenia wykupują już nie tylko wielkie korporacje. Coraz większe zainteresowanie tym produktem przejawiają średnie i małe firmy. Innym dużym klientem firm ubezpieczeniowych są uczelnie wyższe.
W miarę wzrostu kosztów cyberataków, w górę idzie także koszt ubezpieczenia. Jego wysokość zależy od zakresu strat, jakie polisa pokrywa. Spektrum jest szerokie – od kosztów uszczelnienia systemów komputerowych i informowania poszkodowanych konsumentów po odszkodowania w sprawach z powództwa cywilnego oraz kampanie public relations.
Towarzystwa asekuracyjne podnoszą nie tylko składki, ale także wysokość strat, które ubezpieczony będzie musiał pokryć z własnej kieszeni, zanim polisa zacznie działać. Nawet wykupienie ubezpieczenia nie pokryje wszystkich skutków ataku hakerów. Z raportów kwartalnych sieci handlowej Target wynika, że wydatki spółki z powodu ataku hakerów wyniosły 248 milionów dolarów. Z tej sumy firmy asekuracyjne pokryły 90 milionów dolarów. Sieć Home Depot otrzymała 15 milionów dolarów na 56 milionów dolarów strat.
Tomasz Deptuła z Nowego Jorku