fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Problemy z seksem na prawicy

Ilona Klejnowska z PiS ma być według „Wprost” bohaterką „historii z pikantnymi wątkami i nutą erotyki”. Zapewnia, że z pracownikiem Solidarnej Polski łączyła ją zwykła znajomość
Fotorzepa, Raf Rafał Guz
Afery obyczajowe są dla konserwatystów szczególnie trudne. I często źle rozgrywają je w mediach.
– Składam pozew przeciwko politykom Solidarnej Polski, którzy w odniesieniu do mojej osoby mówili o „ubeckich metodach prosto z szafy Lesiaka" – zapowiada w rozmowie z „Rz" Ilona Klejnowska z biura prasowego PiS.
To dalszy ciąg sprawy, którą opisał „Wprost". Zdaniem tygodnika „piękna i przebiegła" Ilona Klejnowska „omotała" Mariusza Łuszczka, byłego już pracownika Solidarnej Polski, by wydobywać od niego informacje. Zdaniem Klejnowskiej artykuł zainspirowali politycy partii Zbigniewa Ziobry.

Historia z nutą erotyki

To nie pierwszy raz, gdy polska prawica brnie w aferach o charakterze obyczajowym. I nie pierwszy raz, gdy gubi się w rozgrywaniu tych spraw w mediach.
Ilona Klejnowska była dotąd określana mianem „aniołka prezesa". Określenie przylgnęło do niej przed wyborami w 2011 roku, gdy z innymi młodymi działaczkami wystąpiła na plakatach wyborczych PiS. Nowy pseudonim wymyślił „Wprost". Nazwał ją „Matą Hari Kaczyńskiego". Artykuł przekonywał, że w Sejmie rozegrała się „historia z pikantnymi wątkami i nutą erotyki".
Tygodnik podał fragmenty internetowej korespondencji Klejnowskiej z Łuszczkiem. Wynikało z niej, że oprócz przekazywania informacji dotyczących m.in. potencjalnych transferów politycznych komplementował też jej „sukieneczkę, nogi i uśmiech".
Zdaniem Klejnowskiej umieszczenie w tekście wątków erotycznych było nadużyciem. – To była zwykła znajomość. Podobne układy łączyły mnie z pracownikami klubów PO, a nawet SLD – wyjaśnia.
O zainspirowanie artykułu oskarża polityków Solidarnej Polski. – Celem miało być odwrócenie uwagi od problemów Jacka Kurskiego, który przeżywa ostatnio kłopoty wizerunkowe z powodu rzekomego romansu – wyjaśnia.
Artykuł o perypetiach uczuciowych Kurskiego chciał opublikować w styczniu tygodnik „Nie". Publikację zablokował adwokat europosła. Przyniosło to efekt odwrotny od zamierzonego. O sprawie napisały największe portale i trafiła ona na pierwszą stronę tabloidu „Fakt".

Szkolny błąd Kurskiego

Sprawy Klejnowskiej i Kurskiego świadczą o tym, że kłopoty natury obyczajowej są dla polityków prawicy wyjątkowo bolesne. – Wyznając konserwatywne poglądy dotyczące m.in. wartości rodziny, sami siebie rysują w dziewiczych barwach. Gdy okazuje się, że dziewicami nie są, mają duży problem – tłumaczy były premier Józef Oleksy z SLD.
Specjalista od marketingu politycznego dr Norbert Maliszewski dodaje, że nie potrafią rozgrywać tych spraw w mediach. – Zarządzanie kryzysowe zawodzi, bo w ich przypadku emocje biorą górę nad rozumem – przekonuje.
Jego zdaniem politycy PiS niepotrzebnie eskalowali niewygodną dla siebie sprawę Klejnowskiej, zamiast ją uciszyć. Gdy rzecznik Solidarnej Polski Patryk Jaki napisał w oświadczeniu do mediów o „metodach rodem z szafy Lesiaka", rzecznik PiS Adam Hofman ostro zaatakował prezesa partii Zbigniewa Ziobrę: – Miał być delfinem, chciał być rekinem, a został leszczem.
U polityków prawicy problemami są nawet pogłoski o romansach
Zdaniem specjalisty od wizerunku politycznego dr. Wojciecha Jabłońskiego błędy popełnił też europoseł Kurski. Jego zdaniem powinien jednoznacznie, „z otwartą przyłbicą" wyjaśnić sprawę.
– Trudno uwierzyć, że taki szkolny błąd popełnił człowiek ogłoszony swego czasu przez media mistrzem public relations – tłumaczy.

Premier się rozwodzi

Problemy w zarządzaniu kryzysowym nie są jednak w przypadku ludzi prawicy niczym nowym. Najbardziej znanym przykładem są kłopoty byłego premiera Kazimierza Marcinkiewicza, który w styczniu 2009 roku ogłosił, że rozstaje się z żoną.
Choć próbował otwarcie opowiedzieć o zmianach w swoim życiu, zgubiły go entuzjastyczne wypowiedzi o nowej narzeczonej, w których trudno było dopatrzyć się skruchy z powodu rozwodu. W dodatku tabloidy odkryły, że niedługo wcześniej zamieszczał na blogu wpisy, w których pisał o miłości do żony i obiecywał, że w Londynie nie ma zamiaru „zapuścić korzeni".
Skutkiem była seria kłopotliwych dla byłego premiera publikacji w tabloidach. W jednej z nich pewien duchowny przestrzegał Marcinkiewicza, że po rozstaniu z żoną nie będzie mógł „chodzić do spowiedzi, przyjmować komunii świętej ani nawet zostać pochowanym w święconej ziemi". Rozwód odradzali mu sąsiedzi z kamienicy w Gorzowie Wielkopolskim, matka i oczywiście żona. – To nasza osobista tragedia – mówiła na łamach „Super Expressu".
Kilka miesięcy później udzielenia informacji o szczegółach swojej sprawy rozwodowej odmówił tabloidom poseł PSL Eugeniusz Kłopotek. W efekcie, podobnie jak w przypadku Marcinkiewicza, dziennikarze zadzwonili do żony polityka. – Dla mnie i dla Gienka co innego było najważniejsze. U niego liczyły się, niestety, tylko polityka i występy w telewizji – żaliła się.
Pomny doświadczeń swoich kolegów z parlamentu, inną drogą postanowił iść młody poseł PiS Mariusz Antoni Kamiński. Gdy pod koniec lutego ogłosił, że się rozwodzi, od razu dodał, że to dla niego trudna decyzja, a cały majątek zostawia żonie.
Ta strategia okazałaby się skuteczna, gdyby nie to, że jego nazwisko pojawiło się w kontekście afery „Maty Hari Kaczyńskiego". „Wprost" napisał, że to jemu miała przekazywać informacje pozyskane od Łuszczka, co spowodowało lawinę plotek.

Kłopotliwe romanse

W przypadku polityków prawicy problemami wizerunkowymi kończą się jednak nie tylko rozwody, ale również romanse, a nawet pogłoski na ich temat.
Zbigniew Ziobro latami ukrywał swój związek z byłą dziennikarką Patrycją Kotecką (obecnie są już małżeństwem). Efektem było polowanie paparazzi, którzy za punkt honoru stawiali sobie sfotografowanie pary razem.
Jarosławowi Kaczyńskiemu i Jolancie Szczypińskiej, którzy zdaniem tabloidów mieli romans za czasów rządów PiS, też nie do końca udało się rozwiać wątpliwości. Choć prezes zapewniał publicznie, że „stan kawalerski jest zacny i Bogu miły", a posłanka jest jedynie jego przyjaciółką, jej wypowiedzi były już utrzymane w innym tonie. Zwiększało to tylko zainteresowanie mediów.
Zdaniem Norberta Maliszewskiego największą pokusą, przed jaką stają politycy konserwatywni, jest próba dowiedzenia, że jest się bardziej przywiązanym do wartości niż polityczny konkurent.
– Bycie przykładnym mężem i ojcem to argument ważny dla osób o poglądach prawicowych. Takie sprawy są więc często wyciągane przez przeciwników, by udowodnić, że konkurent uprawia hipokryzję – tłumaczy.
Najlepszym przykładem jest spór z 2008 roku z udziałem Ludwika Dorna i zmarłego w katastrofie smoleńskiej Przemysława Gosiewskiego. Sprawa zaczęła się od wypowiedzi Jarosława Kaczyńskiego. Powiedział, że Dorn łamie reguły, wnioskując o zmniejszenie alimentów na rzecz dzieci z poprzedniego małżeństwa.
Po stronie prezesa stanął Przemysław Gosiewski, jednak szybko się okazało, że sam nie jest przykładnym mężem i ojcem. – Coś we mnie pękło. Dłużej nie mogłam znieść tej hipokryzji – powiedziała „Super Expressowi" jego była żona Małgorzata Gosiewska, obecnie posłanka PiS. Zarzuciła mu, że nie interesuje się synem z pierwszego małżeństwa. Oświadczenie do mediów wysłała też żona Dorna.
Józef Oleksy mówi, że na ostatnie afery obyczajowe na prawicy patrzy z zaniepokojeniem. Jego zdaniem prawdziwy wysyp spraw tego typu jest jednak dopiero przed nami. – Na razie to tylko incydenty. Nasilenie nadchodzi zazwyczaj przed wyborami – prognozuje.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA