fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Jest list, haka nie ma

Prezydent Lech Kaczyński stwierdził, że wszystko, co miał do powiedzenia na temat Radosława Sikorskiego, powiedział już premierowi w 2007 r.
Fotorzepa, BS Bartek Sadowski
Premier nie chce już rozmawiać z prezydentem o Radosławie Sikorskim
Kancelaria Premiera opublikowała wczoraj list prezydenta Lecha Kaczyńskiego w sprawie zastrzeżeń wobec ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego, który w prawyborach w PO walczy o możliwość kandydowania na najwyższy urząd w państwie. Jest on odpowiedzią na wezwanie premiera Donalda Tuska do ujawnienia treści zastrzeżenia wobec szefa dyplomacji. Prezydent pisze, że wszystko, co miał do powiedzenia na temat Sikorskiego, powiedział już premierowi w 2007 roku.
Wtedy to miał zastrzeżenia do powierzenia mu teki ministra spraw zagranicznych. „Zastrzeżenia te, będące wynikiem poważnych nieprawidłowości w trakcie pełnienia przez niego funkcji, zadecydowały o odwołaniu go ze stanowiska ministra obrony narodowej” – pisze Kaczyński (w rządzie PiS Sikorski był szefem MON).
Nie zdradza jednak szczegółów. Dlaczego? Bo żądania premiera ujawnienia treści zarzutów zbiegło się w czasie z ogłoszeniem prawyborów w PO. „Nie mogę zgodzić się na wciąganie mnie, jako prezydenta RP, do doraźnej rozgrywki wewnątrz jakiejkolwiek partii” – pisze Lech Kaczyński.
– Przemoknięty kapiszon – tak politolog prof. Wawrzyniec Konarski z SWPS i UW komentuje tę sprawę. – Nie sądzę, żeby Sikorski popełnił jakiś poważny błąd. A jeśli coś jest zapowiadane jako wielka rewelacja, a nie wywołuje dużego efektu, to uderza w tego, który to ujawnia – mówi politolog.
Zdaniem Elżbiety Jakubiak, posłanki PiS, jeśli głowa państwa zawiadamia oficjalnie o swoich zarzutach premiera, to muszą być one poważne. Sama ich jednak nie zna.
O czym Tusk rozmawiał z prezydentem w 2007 roku? – Pan prezydent w tej rozmowie oceniał ministra Sikorskiego, ale raczej pod kątem swoich sympatii i antypatii politycznych. Nie mogę przedstawić państwu faktów, bo ich nie było – tłumaczył wczoraj premier Tusk dziennikarzom.
Wojciech Jabłoński, politolog z UW, już samo napisanie listu przez prezydenta ocenia jako kardynalny błąd. – Po miesiącach milczenia, które pozwoliły mu zwiększyć poparcie, odezwał się, i to od razu pokazując swoją słabość – strach przed Sikorskim. Paradoksalnie pomaga tym samym Sikorskiemu, bo pokazuje PO, że to on jest dla niego większym zagrożeniem – twierdzi Jabłoński.
Konarski przypomina z kolei, że to brat prezydenta – prezes PiS Jarosław Kaczyński – wywołał zamieszanie, mówiąc „Newsweekowi”, że jest coś, co dyskredytuje Sikorskiego. – Zachowanie Jarosława szkodzi Lechowi i przekreśla jego szanse na reelekcję. Żeby wygrać, obecny prezydent musiałby przemodelować swój wizerunek, a brat mu to utrudnia – zaznacza.
Czy to koniec sprawy „haka na Sikorskiego”? Prezydent w liście zaproponował Tuskowi kolejne spotkanie, by przypomnieć swoje zarzuty. Premier pytany, czy do niego dojdzie, stwierdził: – Skończył się czas prywatnych rozmów, z których później robi się taki insynuacyjny użytek w kampanii politycznej.
[i]masz pytanie, wyślij e-mail do autorki
[mail=k.borowska@rp.pl]k.borowska@rp.pl[/mail][/i]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA