fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Muzyka

Artysta z kamienia wciąż na swojej drodze

materiały prasowe
Ikona brytyjskiego alternatywnego grania Ian Brown wystąpi dziś w Palladium. Wokalista promuje swój ostatni krążek „My Way”
Jest żywym dowodem na to, że rock’n’rollowy styl życia czasem jednak popłaca. Brown powoli dobiega pięćdziesiątki, a wygląda na 30-latka, który może tylko nieco przeholował z używkami. Również jego muzyka – choć na ostatniej płycie „My Way” wyraźnie pozbawiona rockowej szorstkości wcześniejszych nagrań – wciąż brzmi zaskakująco młodzieńczo. Ile w tym wizerunku prawdy, a ile studyjno-fotograficznego retuszu?
O tym będzie można przekonać się jutro w klubie Palladium (ul. Złota 9, godz. 18.30, bilety 150 zł), gdzie były wokalista The Stone Roses wystąpi na żywo.
W Polsce nigdy nie był gwiazdą, choć zarówno płyty jego macierzystej formacji (zwłaszcza debiut z 1989 roku) , jak i sześć solowych albumów cieszyły się sporym, choć środowiskowym uznaniem. Obiektywnie jednak patrząc, znaczenie Browna dla współczesnego alternatywnego i niebanalnego rocka jest nie do przecenienia.
Jego wrażliwość ukształtował punk późnych lat 70., potem przyszło zachłyśnięcie glam rockiem, psychodelią, wreszcie brzmieniowymi możliwościami nowoczesnej elektroniki. Wszystkie te elementy mieszały się w jego nagraniach w przeróżnych, zazwyczaj jednak bardzo oryginalnie dobranych proporcjach. Na tyle, by do inspiracji nimi przyznawali się artyści z tak odległych kręgów jak Oasis, Stereophonics, Kasabian czy nawet Kanye West.
Ostatni album, wydany jesienią ubiegłego roku, można odebrać zarówno jako artystyczny kompromis, albo jako prztyczek w nos wymierzony wszystkim tym, którzy wciąż chcą w nim widzieć jedynie legendarnego wokalistę The Stone Roses. Jakikolwiek cel by Brownowi nie przyświecał przy tworzeniu „My Way”, faktem jest, że płyta jest zestawem lekkich, podszytych elektroniką przebojowych piosenek. Na czasie i z klasą, jednak nieporównywalną do tej, jaką muzyk wykazywał w złotym okresie swojej działalności.
Jest zresztą coś wymownego w fakcie, że album eks-punkowca był inspirowany – jeśli wierzyć Brownowi – „Thrillerem” Michaela Jacksona.
Źródło: Życie Warszawy
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA