Kandydaci do zawodu adwokata i radcy prawnego mają już tylko miesiąc na zgłoszenie chęci przystąpienia do egzaminu wstępnego. Termin upływa 10 sierpnia, egzamin wyznaczono na 24 września. Sprawdziliśmy zainteresowanie młodych ludzi wstąpieniem do korporacji. Na dziś jest ono o 30 proc. mniejsze niż w tym samym czasie w 2015 r. Jako powód takiego stanu rzeczy podaje się kryzys, zbyt wielu profesjonalnych prawników na rynku i zbyt małe zainteresowanie ich usługami.

Trudny początek

Dowód? W niektórych izbach czy radach spadek zainteresowania jest nawet o 50 proc. niższy. Na przykład u radców prawnych w Warszawie. Włodzimierz Chróścik, dziekan warszawskich radców, podaje, że rok temu o tej samej porze zgłoszeń było 152, dziś jest 83. Podobnie u adwokatów: rok temu zgłoszeń było 116, dziś 48. W Poznaniu do radców prawnych zgłosiło się 65 osób, rok temu ponad setka. Podobnie statystyki wyglądają we Wrocławiu, Rzeszowie czy Krakowie.

Skąd taki spadek? Andrzej Zwara, prezes Naczelnej Rady Adwokackiej, uważa, że powody są dwa.

Po pierwsze – demografia. Po drugie – młodzi ludzie coraz racjonalniej myślą o swojej przyszłości.

– Na rynku nie tylko trudno się dziś utrzymać. Bardzo trudno też rozpocząć działalność. Coraz więcej osób to dostrzega. Patrzą na problemy znajomych i chcą ich uniknąć – tłumaczy „Rz".

– Nabycie uprawnień nie jest już gwarancją powodzenia na rynku – wtóruje mu adwokat Maciej Gutowski z Poznania. I trudno nie przyznać mu racji.

– Jeśli ktoś nie ma w rodzinie adwokata czy radcy ze znanym nazwiskiem i dobrze prosperującą kancelarią, to bardzo trudno utrzymać się na ryku. Najważniejsi są pierwsi klienci, to prawda. Ale po nich muszą przyjść następni – mówi „Rz" Michał Budzisz z Krakowa, od dwóch lat próbujący sił na rynku usług prawnych. W dodatku, jak zastrzega, nie ma reguły, czy jest to duże czy mniejsze miasto. W dużym jest większa konkurencja, ale i potencjalnych klientów więcej. W małym konkurencja mniejsza, ale i szansa na znalezienie klienta spada.

Jest jeszcze jedna sprawa, o której młodzi prawnicy mówić nie chcą. W związku z tym, że trwa walka o klienta, niektórzy prawnicy schodzą z cen i ustalają mniejsze stawki za konkretne usługi. Przykład? W Kielcach za rozwód zdarza się zapłacić niecałe tysiąc zł.

– Młodzi ludzie przejrzeli na oczy. Patrzą na kolegów, którzy kończą aplikacje i trudno im znaleźć zajęcie. Wpis na odpowiednią listę już dawno przestał być drogą do upragnionego mercedesa, teraz może to być jedynie marzenie o pustej kawalerce, którą przez lata trudno będzie umeblować, a z czasem pewnie i terminowo spłacać – mówi „Rz" Krzysztof Potęga, radca prawny, który myśli o zmianie profesji.

Co rok mniej chętnych

Do egzaminu wstępnego na aplikacje, który odbył się 26 września 2015 r. dopuszczonych zostało 9241 osób. To mniej niż w 2014 r., gdzie wówczas chętnych było łącznie 10 108 osób. W 2015 r. na aplikacje prawnicze: adwokacką, radcowską, komorniczą i notarialną, dostało się o półtora tysiąca mniej osób niż w 2014 r . W 2015 r. chętnych było też mniej o ok. 1000 osób. Najbardziej spadło zainteresowanie aplikacją adwokacką.

W porównaniu z rokiem 2014 r. zdecydowanie mniej kandydatów zgłosiło się do egzaminu wstępnego na aplikację adwokacką. Niewielki spadek chętnych odnotowano w przypadku aplikacji radcowskiej i notarialnej, natomiast wyższe zainteresowanie odnotowano w przypadku aplikacji komorniczej.

1 stycznia 2016 r. aplikacje prawnicze rozpoczęło 3370 osób. To najmniej liczny rocznik od pięciu lat. Po naborze w 2014 r. było 4800 osób. Obecny rocznik (który rozpocznie aplikację w 2017 r.) może być jeszcze mniejszy.

masz pytanie, wyślij e-mail do autorki, a.lukaszewicz@rp.pl