fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wywiady

Filip Thon, prezes Innogy Polska: Myślimy o farmach słonecznych

materiały prasowe
Jestem zwolennikiem tego, by na rynku działało wielu graczy, bo to tworzy konkurencję i na koniec jest korzystne dla klienta – przekonuje Filip Thon, prezes Innogy Polska.

Innogy zostało niedawno wchłonięte przez niemiecką grupę E.ON. Czy będzie się to wiązało ze zmianami dla klientów w Polsce?

Obie firmy mają takie same priorytety. Dzięki połączeniu stajemy się po prostu więksi, a dzięki temu możemy zaoferować jeszcze więcej rozwiązań naszym klientom. Nie tylko odbiorcom indywidualnym czy biznesowym, ale też chociażby usługi ogrzewania dla większych osiedli i wspólnot mieszkaniowych. W tej chwili wspólnie mamy 50 mln klientów w Europie, więc tworzymy niezwykle silną grupę. Nie zmieniają się natomiast obowiązujące taryfy na zakup energii. Nie spieszymy się też z rebrandingiem firmy, prawdopodobnie nastąpi to dopiero za rok.

Zmiany właścicielskie wśród firm energetycznych obserwujemy też na polskim rynku: Energa weszła do Grupy Orlen, na horyzoncie jest fuzja trzech pozostałych firm: PGE, Tauronu i Enei. To zagrożenie dla Innogy?

To zależy od tego, na ile ten nowy, skonsolidowany gracz będzie elastyczny i jaką przyjmie strategię działania. Jestem zwolennikiem tego, by na rynku działało wielu graczy, bo to gwarantuje zróżnicowanie ofert, konkurencję i na koniec jest korzystne dla klienta. Mamy więc pewne obawy, ale każdym ryzykiem można dobrze zarządzać. Ważne, żeby zasady regulacji rynku były jasne dla wszystkich uczestników. My jesteśmy na polskim rynku już od wielu lat i udaje nam się z sukcesem prowadzić tu działalność. Dodam, że konsolidacja uczestników rynku znajdujących się pod kontrolą państwa, której towarzyszy obniżenie przejrzystości rynku hurtowego, nie jest korzystna dla klienta. Dlatego też uważam, że producentów energii elektrycznej nadal powinna obowiązywać zasada sprzedaży wyprodukowanej energii poprzez giełdę.

Jak wygląda w Polsce konkurencja na rynku energii w porównaniu z innymi europejskimi krajami?

Jako grupa E.ON działamy w 15 krajach i widzimy, że wśród klientów biznesowych migracja na innych rynkach jest znacznie większa niż w Polsce. Czasami nawet pięcio-, sześciokrotnie wyższa, co ma miejsce w takich krajach jak Holandia czy Niemcy. Natomiast w przypadku gospodarstw domowych w Polsce mamy rynek częściowo regulowany. Innogy nie jest co prawda objęte obowiązkiem zatwierdzania taryf przez prezesa Urzędu Regulacji Energetyki, ale ostrożnie podchodzimy do kształtowania cen. Chcemy pozostać konkurencyjni. Z drugiej strony widzimy bardzo agresywnych sprzedawców, nachodzących klientów w ich domach i prowadzących działalność w nie do końca transparentny sposób. Mamy sygnały zwłaszcza od starszych osób, którzy wracają do nas, bo nie były świadome, że podpisały umowę z innym sprzedawcą energii. Ale Polska nie jest odosobnionym przypadkiem, podobne praktyki obserwujemy w Niemczech czy w Czechach. My nie prowadzimy takiej sprzedaży, bo nie wpisuje się ona w nasze standardy etyczne. Koncentrujemy się na jakości obsługi klienta i transparentności.

Tymczasem trwa repolonizacja energetyki. Czy Innogy dostaje oferty zakupu warszawskiej sieci energetycznej od państwowych firm?

Kieruję tą firmą od 11 lat i jak dotąd nic nieprzewidywanego w tym temacie się nie wydarzyło. Dla nas najważniejsza jest przejrzysta współpraca. Z URE dyskutujemy o wszystkich ważnych kwestiach, także o cenach, choć przecież jesteśmy wyłączni z obowiązku regulacji taryf. Ja osobiście nie lubię mówić o repolonizacji ani angażować się w dyskusję polityczną, bo naszej firmy ona nie dotyka. Oczywiście są decyzje, które postrzegamy bardziej krytycznie, takie jak np. zamrożenie cen energii, ale to dotknęło przecież całej branży. Dla nas istotne jest, żeby każdy uczestnik rynku traktowany był tak samo.

Jakie więc macie plany rozwoju w Polsce?

Skupiamy się na kilku rzeczach. Oprócz sprzedaży i dystrybucji naszego głównego towaru, jakim jest energia elektryczna, oferujemy też nowe rozwiązania, a więc fotowoltaikę czy ogrzewanie. Zarządzamy też siecią dystrybucyjną w Warszawie. Wszystkie te elementy chcemy rozwijać tak, by były jeszcze bardziej zorientowane na klienta. Chcemy, by nasza sieć była bezpieczna i niezawodna i pod tym względem jesteśmy bezkonkurencyjni w skali całego kraju. Przyglądamy się biznesowi farm fotowoltaicznych. Zrealizowaliśmy już na Węgrzech taki projekt, a teraz myślimy o tym, by spróbować swoich sił także w Polsce. To bardzo prężnie rozwijający się rynek.

W Polsce trwa boom na przydomowe instalacje fotowoltaiczne. Innogy ma w portfelu firmę Foton Technik, która zajmuje się tym biznesem. Jak sobie radzi?

Fotowoltaika dobrze wpisuje się w naszą strategię, która koncentruje się na źródłach odnawialnych. Zakup w 2016 r. spółki Foton Technik, sprzedającej panele słoneczne, okazał się znakomitą decyzją. Firma ta rocznie montuje 8–10 tys. takich instalacji i zatrudnia obecnie już prawie 300 pracowników. Stawiamy przy tym na współpracę z bankami, które pomagają klientom finansować zielone inwestycje. Myślimy o tym, by rozwijać się jeszcze mocniej w tym kierunku, poszerzać naszą ofertę. Bardzo interesująco wygląda rynek magazynów energii czy pomp ciepła.

A jak radzi sobie biznes wynajmu aut elektrycznych? W międzyczasie z polskiego rynku wycofało się już kilka firm.

Ja jestem zadowolony z efektów działalności Inn ogy go! To nie tylko biznes wynajmu aut, ale też sposób na to, by nasza marka była widoczna w mieście. Dojście do rentowności tego biznesu trwa rzeczywiście dłużej, niż zakładaliśmy. Częściowo wpłynęła na to pandemia koronawirusa, bo w pierwszych tygodniach pandemii liczba wynajmu samochodów spadła. Teraz za to wynajem aut jest o 30–40 proc. większy niż przed pandemią. Od początku zakładaliśmy, że to długoterminowa inwestycja. Wierzymy, że elektromobilność ma przyszłość, jednak monitorujemy rozwój sytuacji – na tę chwilę w dłuższej perspektywie nie mogę zaliczyć tej działalności do naszego głównego biznesu.

Czy pana zdaniem pandemia może wywołać trwałe zmiany na rynku energii?

Przede wszystkim pandemia spowodowała spadek zużycia energii elektrycznej w całym kraju. Był czas, gdy nasi klienci biznesowi, zwłaszcza ci najwięksi, zmniejszyli zużycie prądu nawet o 20 proc. W lipcu i sierpniu sytuacja wyglądała już o wiele lepiej, ale nadal jest poniżej normy. Teraz, gdy gospodarka została już odmrożona, dalej widzimy spadek zapotrzebowania na energię u odbiorców biznesowych, sięgający około 10 proc. Inaczej jest w gospodarstwach domowych, gdzie obserwujemy zwiększone zużycie prądu. To efekt przeniesienia się wielu osób z biur do pracy w domach. Pandemia wpłynęła też na dużą fluktuację cen energii elektrycznej na rynku hurtowym. Na początku kryzysu ceny hurtowe energii wyraźnie spadły, później ponownie się podniosły. Na pewno plusem obecnej sytuacji jest przyspieszona digitalizacja branży. Ruch na naszej stronie internetowej zwiększył się w niektórych dniach nawet o 100 proc. Już około 45 proc. klientów korzysta z naszej platformy internetowej, a jedna czwarta używa e-płatności. Transformacja cyfrowa dokonała się szybciej, niż się spodziewaliśmy. Postrzegam pandemię jako jeden z najszybszych procesów digitalizacyjnych od dekad.

CV

Filip Thon kieruje Innogy Polska od 2008 r., a z koncernem działającym dawniej pod nazwą RWE związany jest od 2004 r. Obecnie pełni też funkcję starszego wiceprezydenta E.ON w obszarze rozwiązań dla klientów na Europę Środkową. Zanim zaczął pracę w Warszawie był wiceprezesem należącego do grupy czeskiego Transgazu. Uzyskał tytuł doktora na Politechnice Ostrawskiej.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA