fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sztuka

Chaos w Muzeum Narodowym

Muzeum Narodowe w Warszawie
Wikimedia Commons, Creative Commons Attribution-Share Alike 4.0 International, 3.0 Unported, 2.5 Generic, 2.0 Generic and 1.0 Generic licens
Od 14 czerwca Muzeum Narodowe w Warszawie zaprasza na pokaz „Widoczne Niewidoczne”. Jednak problemy instytucji wciąż się mnożą.

Pokaz został przygotowany przez zespół pod kierunkiem Anny Manickiej w rekordowym czasie, bo pomysł dyrektora muzeum Jerzego Miziołka pojawił się trzy miesiące temu. Wystawa stanowi przegląd malarstwa XX wieku (143 obrazy zgrupowane w 10. kategoriach) i zastąpi tymczasowo stałą wystawę przygotowaną przez Piotra Rypsona, zamkniętą 6 maja. Piotr Rypson został zwolniony przez dyrektora Miziołka w grudniu 2018. Wcześniej pełnił obowiązki szefa muzeum.

Zgodnie z wcześniejszym zamysłem, na nowej wystawie zobaczyć można wyłącznie malarstwo. Jednym z podstawowych kryterium wyboru obrazów, było ich rzadkie dotąd pokazywanie. Nie sprzyjają ich prezentacji zbyt agresywne tła o wyrazistych kolorach i liniach – często ingerujące w odbiór obrazów. Na wernisażu pojawiło się niewiele osób, przez nikogo nie było reprezentowane Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Na poprzedzającej pokaz konferencji prasowej dyrektor Jerzy Miziołek wygłosił i kilka zdań natury ogólniejszej – pośrednio odnosząc się do zarzutów stawianych mu przez zespół starający się o jego odwołanie. W Muzeum trwa spór zbiorowy. List do ministra kultury Piotra Glińskiego przeciwko polityce Miziołka dezorganizującej pracę muzeum - skierowało Kolegium Kuratorów, Rada Pracowników oraz tamtejsza Solidarność, która już dwa miesiące po przyjściu nowego dyrektora wycofała dla niego poparcie (jako jedyna mu go wcześniej udzieliła).

Na żaden z listów nie ma dotąd odpowiedzi. 7 czerwca pod MN odbyła się pikieta Solidarności nawołująca o odwołanie dyr. Miziołka z przytoczeniem m.in. zarzutu łamania prawa pracy.

- Nie udawajmy proszę państwa, że w muzeum nie ma problemów. Tak – są. I w dużym stopniu są to kwestie finansowe – mówił dyrektor Miziołek nie odpowiadając na zarzuty protestujących. - Nie bardzo widzę możliwości, żebyśmy poszerzyli na przełomie tego i przyszłego roku naszą powierzchnię wystawienniczą.

To oznacza, że siła przebicia dyrektora w jednej z podstawowych kwestii dla MN – jest niewystarczająca, a właśnie skuteczność w tej sprawie deklarował obejmując urzędowanie. Mówił wówczas, że uzyskał „obietnicę dodatkowego dofinansowania na nowe otwarcie i że muzeum będzie dostawało regularnie więcej środków niż do tej pory”.

Finansowych problemów nie rozwiąże decyzja dyrektora o rezygnacji z zakupu do kolekcji – wskazanego przez poprzedników, a zaakceptowanego przez komisję MKiDN – obrazu Piotra Uklańskiego „Bitwa pod Kircholmem”, a także ostatniej transzy kolekcji fotografii Janusza Przewłockiego. Pieniądze, których znaczną część do takiego zakupu dokłada MKDiN – po prostu w takiej sytuacji przepadają.

Jednocześnie – kolejne otwierane prezentacje trwają krótko, pochłaniając szczupłe środki finansowe, a ich poziom merytoryczny budzi wiele zastrzeżeń. Mający okazać się atrakcją i frekwencyjnym sukcesem trwający od 14 maja pokaz reprodukcji na lightboxach „Leonardo. Opera Omnia” – okazał się fiaskiem. Mimo, że dane uzyskane z Działu Komunikacji MN mówią o blisko 14 tys. zwiedzających, co dawałoby około 500 zwiedzających dziennie, to dyżurujący przy pokazie pracownicy twierdzą, że jest ich najwyżej 50. w ciągu dnia. O widzów zabiega się oferując bezpłatne wejściówki na ten pokaz. Nie towarzyszy mu też żaden program edukacyjny, który mógłby uzasadnić pokazywanie w MN reprodukcji miast oryginalnych dzieł. Są tylko oprowadzania dyrektora. Nie ma także programu edukacyjnego przy okazji pokazu „Widoczne Niewidoczne”, choć prezentacja ma potrwać do końca roku.

Za dyrekcji Jerzego Miziołka nie została otwarta ani jedna wystawa – wszystkie kolejne prezentacje nazywa on sam – pokazami. W ten sposób usprawiedliwia ich niedoskonałość, ale te pokazy w przestrzeniach galerii stałej – (ostatni) i czasowych - to jednak wystawy.

Nadal kolejne plany wystawiennicze Muzeum ogłaszane są niemal w ostatniej chwili. Z pogłosek jedynie wiadomo o mającej otworzyć się w pierwszej połowie lipca wystawie – pokazie, której bohaterami będą Jacek Malczewski i Juliusz Słowacki.

„Faras potrzebuje też nowego spojrzenia, nowego podejścia” – powiedział ostatnio dyr. Miziołek w programie „Pegaz” eksponowanym na stronie MN.

To niepokojąca deklaracja, jako że galeria w nowej odsłonie otwarta została w 2014 roku otrzymując prestiżową nagrodę muzealnego świata (Sybilla Grand Prix). Zmian raczej nie potrzebuje.

Nie pracuje już część ekipy, która przyszła do MN wraz z nowym dyrektorem. Problem w tym, że odeszli także, bądź zostali zwolnieni - związani z MN znacznie dłużej i stanowiący jego niemniej cenną tkankę niż zgromadzone w muzeum zbiory. Poza Antonim Grybosiem (b. dyr. ds. zarządzania) Piotrem Rypsonem, Mateuszem Labudą, Danutą Jackiewicz-Król (kuratorka zbiorów ikonograficznych) nie pracuje już blisko 50 osób – to niemała część zespołu, skoro we wszystkich oddziałach MN pracuje ok. 450 osób na etatach.

„Jeśli coś bywało nie tak, że podejmowałem nietrafne decyzje – co do wyboru ludzi, nietrafne decyzje co do selekcji pewnych dzieł – to zdarza się każdemu z nas. Człowiek się uczy” – mówił na konferencji dyr. Miziołek.

Chciałoby się dodać – o ile z popełnianych błędów potrafi się wyciągać wnioski. A to nie jest mocną stroną obecnego dyrektora MN.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA