Statystyki są nieubłagane: podróż samochodem autonomicznym jest znacznie bezpieczniejsza niż prowadzonym przez człowieka. Homo sapiens ma wiele zalet, ale sztuczna inteligencja lepiej od niego podejmuje decyzje dotyczące ruchu drogowego. Dziś samochody prowadzone przez komputer wydają się jeszcze jakąś nowinką, ale być może za kilka lat ludziom nie będzie w ogóle wolno prowadzić aut – by wyeliminować zagrożenie dla nich samych i dla innych. Sztuczna inteligencja, wielkie zasoby danych, a także informacje o innych pojazdach – to już wkrótce będzie codziennością, między innymi dzięki sieci 5G, w której miliony terabajtów informacji będą mknęły między urządzeniami z niewyobrażalną dotąd prędkością.
Czyż nie byłoby lepiej, gdyby to sztuczna inteligencja decydowała również o wyborze trasy? Gdyby to ona kierowała ruchem, mogłaby prowadzić kierowców dążących w podobnych kierunkach, co pozwoliłoby wyeliminować korki. Po cóż więc się męczyć i zastanawiać, jak dojechać do innego miasta, skoro nawigacja zrobi to za mnie lepiej i korzyścią dla wszystkich.
A co z innymi decyzjami? Już dziś obrońcy prywatności w sieci zwracają uwagę, że gdy nie mamy kontroli nad tym, jakie informacje na nasz temat trafiają np. do reklamodawców, mogą oni zupełnie bez naszej wiedzy podsuwać nam reklamy, by nami manipulować. Z jednej strony precyzyjne targetowanie reklam sprawia, że trafia do nas to, czego możemy bardziej potrzebować, ale z drugiej tracimy suwerenność. Mój wybór staje się ograniczony, gdy oferta, z której wybieram, pochodzi od algorytmów, korzystających z profilu moich preferencji, przechowywanego gdzieś na serwerach reklamodawcy.
Większy problem jest z demokracją. Teoria mówi, że to system oparty na skumulowanych racjonalnych decyzjach obywateli. Walczymy z dezinformacją i działaniami hybrydowymi prowadzonymi przez obce mocarstwa, bo zaburzają one demokratyczne procesy decyzyjne. Mając fałszywe informacje, obywatele mogą podejmować nieracjonalne decyzje. Świat, w którym coraz ważniejszą rolę odgrywają media społecznościowe, staje się paradoksalnie światem dezinformacji. Bombardowani tysiącami tweetów czy postów na Facebooku, tysiącami instagramowych zdjęć, tracimy zdolność odróżniania prawdy od fałszu, fałszu od półprawdy, informacji ważnych od nieważnych, tracimy też poczucie proporcji, a wraz z tym zdolność do odróżniania wyjątków od zjawisk całkowicie powszechnych. A to właśnie jeden z najważniejszych mechanizmów logicznych, które jako ludzkość wykształciliśmy.
Ale nawet wtedy, gdy mamy najdokładniejsze i najbardziej wiarygodne dane, i tak istnieje ryzyko popełnienia błędu. W dodatku w demokracji decyzje wyborcze wcale nie są aż tak bardzo racjonalne, wiele z nich podejmujemy pod wpływem emocji. Emocje zaś to bardzo często zły doradca. Może by więc i tu wpuścić sztuczną inteligencję? Może ona dokona lepszego wyboru niż my.
Oczywiście pozostaje pytanie, co oznacza „lepszy wybór". Sztuczna inteligencja ma to do siebie, że realizuje zadania, a nawet cele, jakie jej się postawi. Może więc maksymalizować poszczególne czynniki, ale nie potrafi powiedzieć, co jest dobre, a co złe. I trudno będzie ją tego nauczyć, bo pojęcie dobra i zła też nie jest całkowicie racjonalne, to kwestia przyjęcia pewnego systemu wartości. Może więc stworzymy taki algorytm, który podpowie, jak głosować mają konserwatyści, jak liberałowie, jak lewicowcy, a jak prawicowcy. Tylko czy wówczas nasze decyzje rzeczywiście będą racjonalne? A może lepiej nie wywoływać wilka z lasu. Bo wizja sztucznej inteligencji, która dla naszego dobra dokonuje za nas sztucznych wyborów, jest równie kusząca, co przerażająca. Czyż właśnie nie taki był totalitaryzm?
PLUS MINUS
Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:
tel. 800 12 01 95