fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o prawie

Aleksander Tobolewski o podwyżkach dla emerytów

123RF
Ustawy o TK w mgnieniu oka, a o podwyżkach dla emerytów nie?

Jednego dnia przeczytałem trzy zazębiające się doniesienia: o podwyżkach emerytur i rent, o przewidywanej inflacji na 2017 r. i o deficycie ZUS. Gdybym czytał te tekst jako emeryt mieszkający w Polsce, zrobiłoby mi się straszno. Cierpiąc na depresję, po lekturze wpadłbym w jeszcze większą, opartą na pytaniu: „na cholerę męczyłem się przez tyle lat, skoro teraz mam żyć jak żebrak"? A może bezkrytycznie uwierzyłem w słowa piosenki Kabaretu Starszych Panów „Wesołe jest życie staruszka"? Oj, nie jest, nie jest!

Statystyk czar...

Po pierwsze ZUS podniesie emerytury i renty w marcu 2017 r. Zainteresowani już dawno wiedzą, że symbolicznie, bo w 2016 r. w Polsce była deflacja. Była to deflacja „statystyczna", która akurat osobom z najniższymi świadczeniami społecznymi niewiele pomogła. Statystyki mają to do siebie, że można nimi manipulować, jak się chce. Donald Trump kwestionował statystyki wykazujące zwiększanie się liczby miejsc pracy za rządów Obamy, ale już w lutym jako prezydent przestał kwestionować metody ich zbierania. Okazało się, że za styczeń są bardzo dobre, więc bez skrupułów całą zasługę wzrostu zapisał na swoje konto.

Osoby z ograniczonym budżetem (czytaj: wystarczającym na wegetację), mało pociesza, że ceny benzyny spadają, bo nie przekłada się to na obniżkę cen artykułów niezbędnych do życia. Każdy, kto robi zakupy, wie, że statystyki swoje, a życie i ceny swoje. Chyba że mamy klęskę urodzaju jabłek, a Rosja ich nie kupuje. Wtedy w sezonie tanieją, ale potem znów idą w górę. Drożeją też: usługi fryzjerskie, prywatne wizyty u lekarzy, leki, bilety do kina, komunikacja, ubrania, energia. Bez przeszkód rosną ceny wody, mięsa, ryb, pieczywa, cukru.

Drożej niż przy inflacji

Dla osób o stałym budżecie deflacja jest makroekonomicznym pojęciem, niemającym nic wspólnego z codziennym dniem. Nawet ksiądz przy pochówku, mówi „co łaska", ale ale nie mniej niż 1000 zł". Znacznie więcej niż w poprzednich latach, gdy mieliśmy inflację. A przecież benzyna do mercedesa księdza dobrodzieja potaniała.

Jeśli minimalna emerytura wzrośnie, zgodnie z założeniami o 10 zł na miesiąc, to nawet przy deflacji sytuacja emeryta się pogorszy. A tu ekonomiści różnych wyznań cieszą się, że w Polsce w 2017 r. będzie inflacja! Bóg wie, jak wielka, ale może nawet dojść do 2 proc. w skali rocznej. I co w takiej sytuacji poradzić emerytom i rencistom? Na wiosnę zupę z pokrzywy. Ma działanie podobne do antybiotyków i odmładza (jak chce Pani Minister – patrz niżej). W lecie rekomenduję lebiodę i szczaw, które w młodości znajdowałem przy szosach. Lebioda to doskonały zamiennik szpinaku, a obydwie rośliny są doskonałe na sałatki. A wszystkie wymienione jadalne chwasty rosną bez ograniczeń i przepisów – za darmo.

Warto się przysłuchać i próbować znaleźć sens w wypowiedziach rządzących, oceniających życie emerytów i rencistów. Bo jak rozumieć Panią Minister Rafalską, która z powagą stwierdza: Jeśli przyszły emeryt będzie wiedział, że gdy popracuje rok dłużej, to dostanie emeryturę wyższą o 50, 100 czy 200 zł, to się zastanowi i sam podejmie decyzję... Żyjemy coraz dłużej, ale chodzi o to, żebyśmy żyli coraz dłużej w dobrym zdrowiu, byli samodzielni, sprawni i aktywni. No, dobrze, a jeśli podejmę decyzję przejścia na emeryturę w wieku 60 czy 65 lat, bo akurat wtedy podupadłem na zdrowiu, to już tego nie odwrócę i będę wegetować do śmierci! A przy okazji w następnym felietonie o ZUS budżet i tak tej zmiany nie udźwignie. Śmiać się czy płakać?

Z głodu czy od rakiety?

Oczywiście Pani Minister bardzo by chciała, żeby zwaloryzowane świadczenia emerytalne były wyższe, ale twierdzi, że budżet by tego nie udźwignął. W końcu jeśli się otrzymuje 882 zł miesięcznie na rękę, to dobre i 8 zł. Oszczędzimy te 8 zł przez cztery miesiące i kupimy wnuczkom lody. Zastanawiające jest to, że przy uchwalaniu 500+ nikt się nie martwił, że budżet tego nie udźwignie, ale przy podwyższeniu emerytur już tak. I dalej Pani Minister tłumaczy: „Mechanizm waloryzacyjny (emerytur i rent) nie może się zmieniać z roku na rok. Musi dawać poczucie bezpieczeństwa...". Mimo dwóch doktoratów mój umysł nie jest w stanie tej wypowiedzi zrozumieć. W mgnieniu oka można przepchnąć przez parlament trzy różne ustawy o Trybunale Konstytucyjnym, ale nie można zmienić ustawy o podwyżkach emerytur? A jedna nocna sesja nie wystarczy? Jeden dzień potrzebny jest Ministrowi Macierewiczowi, żeby kupił rakiety za kilkanaście miliardów złotych, ale na godziwe podwyżki dla emerytów pieniądze się nie znajdą? Jedyne, co mi przychodzi do głowy, to pytanie, które adresuję do Pani Minister i do całego Rządu RP: „Co jest ważniejsze: kupić system rakietowy dla ochrony Polaków i pozwolić, by emeryci i renciści wymarli z głodu czy wykreślić z budżetu miliardy na rakiety i dać ludziom wsparcie, by mogli godnie żyć?". I jeszcze drugie retoryczne pytanie, które postawiłbym, gdybym był polskim emerytem: „Lepiej umrzeć z głodu czy od hipotetycznej rakiety rosyjskiej!?".

Ciąg dalszy nastąpi.

Autor jest adwokatem, od 36 lat prowadzi kancelarię adwokacką w Montrealu at@gagnetob.com

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA