fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Przemysł Obronny

Morskie śmigłowce znikają za horyzontem

W poślizg wpada zakup morskich śmigłowców których Marynarka Wojenna RP potrzebuje do walki przeciw wrogim okrętom i ratownictwa. Miały być kontraktowane ekspresowo w ramach tzw. pilnej potrzeby operacyjnej.

W poprawionym przez obecny rząd planie modernizacji Marynarki Wojennej potwierdzono zamiar zakupu 4 wyspecjalizowanych maszyn do zwalczania okrętów podwodnych (ZOP) i morskiego ratownictwa. Brana pod uwagę była także możliwość zwiększenia liczby śmigłowców o kolejne wiropłaty w przyszłości. Jednak dziś w resorcie obrony nikt nie jest w stanie potwierdzić czy to aktualne.

Jeszcze na początku 2017 roku przyspieszone postępowanie konkursowe na morskie śmigłowce ówczesny minister obrony Antonii Macierewicz uzasadniał pilnymi potrzebami obronnymi państwa. Szybkie decyzje w sprawie morskich maszyn miały zatrzeć złe wrażenie po przerwaniu (w 2016 r.) procedury zakupu słynnych francuskich caracali produkowanych przez Airbus Helicopters. Dziś mowa o kolejnym przesunięciu rozstrzygnięcia procedur konkursowych na najbardziej potrzebne morskie wiropłaty w bliżej nieokreśloną przyszłość.

Sprzeczne sygnały

Na początku lipca resort obrony kierowany przez Mariusza Błaszczaka wysłał zaproszenia od składania ostatecznych ofert na helikoptery ZOP do WSK PZL-Świdnik (grupa Leonardo) i producenta caracali - Airbus Helicopters. Do zaproszeń zostały dołączone zmodyfikowane techniczne wymagania na wiropłaty w uaktualnionej wersji. Terminu składania finalnych ofert MON nie ujawnił.

H225M Caracal
materiały prasowe

Szczegółowe oczekiwania Marynarki dla sprzętu nie są znane, bo procedura wyboru dostawcy nowych śmigłowców zwalczania okrętów podwodnych została jeszcze przez poprzedniego ministra obrony rygorystycznie utajniona. Aktualny minister pozostaje nie mniej tajemniczy w tym względzie.

Zdaniem ekspertów Marynarka Wojenna RP musi pilnie wymienić wyeksploatowane morskie śmigłowce Mi – 14 rosyjskiej konstrukcji. Są przestarzałe i pamiętają jeszcze czasy Układu warszawskiego. Z posterunku schodzą też maszyny SH-2G Seasprite – używane pokładowe helikoptery przejęte przed ponad dekadą łącznie z amerykańskimi fregatami klasy Oliver Hazard Perry.

Bez Amerykanów

Na początku lipca resort obrony kierowany przez Mariusza Błaszczaka wysłał zaproszenia od składania ostatecznych ofert do Airbus Helicopters (koncern wstępnie zgłaszał ratownicze i przeciwokrętowe caracale) i WSK PZL-Świdnik (grupa Leonardo oferuje swoje znane w świecie morskie potężne maszyny AW101).

Jest natomiast pewne, że pomimo ostatniej redefinicji wymagań Marynarki na wiropłaty ZOP do rywalizacji o polskie zamówienie ( w nowej odsłonie konkursu) nie włączą się PZL Mielec/ Sikorsky czyli amerykański gigant zbrojeniowy Lockheed Martin – uczestnik poprzedniej śmigłowcowej batalii, która skończyła się odrzuceniem oferty offsetowej Airbus Helicopters i przegraną caracali.

MI 14
Wikipedia/CC BY-SA 2.5

Koncern z USA wycofał propozycje dla Polski choć ma swojej ofercie morskie śmigłowce Sikorsky S-70B Seahawk i MH-60R Seahawk.

Tajemniczy Airbus

Niestety niewiele na razie wiadomo jaki sprzęt zwalczania okrętów podwodnych kryje się w ofercie Airbus Helicopters. W sprawie przygotowywanej dla Polski morskiej wersji H225 M producent caracali konsekwentnie nie chce się wypowiadać.

Według Bartosza Głowackiego lotniczego eksperta pisma Skrzydlata Polska proponowany Warszawie caracal w wersji ZOP może być zbliżony do śmigłowców zwalczania okrętów podwodnych i ratownictwa morskiego integrowanych w ostatnich latach przez Helibras – spółkę z udziałami Airbusa -wprowadzającą śmigłowce H225M na rynek brazylijski. Maszyna wyposażona według wymagań Marynarki Wojennej Brazylii ma wykonywać misje zwalczania okrętów nawodnych i obserwacji morza.

Głównymi elementami wyposażenia morskiego caracala są opracowany przez Helibras radar obserwacyjny, zaawansowany system samoobrony oraz systemy rozpoznania. Śmigłowiec jest też uzbrojony w dwa pociski przeciwokrętowe AM39 Exocet, a na pokładzie maszyny umieszczono specjalną konsolę operatora, umożliwiającą załodze przegląd sytuacji taktycznej na patrolowanym akwenie, a także identyfikację jednostek pływających (przy pomocy automatycznego systemu AIS). System pozwala też na gromadzenie informacji o wykrytych i śledzonych okrętach i statkach.

Łowca okrętów z Yeovil

W odróżnieniu od francuskiego konkurenta włoski koncern Leonardo i jego polskie zakłady w Świdniku w sprawie oferowanych Polsce maszyn ZOP nie mają tajemnic. Branżowi specjaliści są zgodni: morski AW101 Merlin Leonardo może śmiało uchodzić w obecnym polskim rozdaniu za faworyta.

Merliny to już światowa klasyka w dziedzinie zwalczania okrętów podwodnych i ratownictwa. - Maszyny produkowane w brytyjskich zakładach Leonardo w Yeovil są dziś w awangardzie europejskich programów zwalczania zagrożeń na morzu kusi Marco Lupo – wiceprezes Leonardo na region Bałkanów i Europy Wschodniej. Lupo przypomina, że AW101 w wersji tropiciela wrogich okrętów jest na wyposażeniu brytyjskiej i włoskiej marynarki a także Sił Morskich Japonii. Wersje wyspecjalizowane w operacjach SAR sprawdzają się w służbach ratowniczych Portugalii, Kanady a wykorzystywane do misji ratowania rozbitków w skrajnie ekstremalnych warunkach wprowadzają nowe standardy wytrzymałości i niezawodności sprzętu – mówi wiceprezes Leonardo. Teraz maszyny AW101 w najnowocześniejszej konfiguracji wdrażane są do niesienia pomocy w misjach kryzysowych nad trudnymi akwenami Norwegii.

- Nadal rozwijamy zdolności bojowe AW101 i przystosowujemy śmigłowiec do skutecznego działania w skrajnie nieprzyjaznym środowisku, bo nieustannie zmieniają się zagrożenia – zachwala Krzysztof Krystowski wiceprezes Leonardo Helicopters.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA