fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Prawo dla Ciebie

Czarna legenda liberum veto - Dla "Rzecz o Prawie" Andrzej Bryk

Fotolia.com
Mija 365 lat od pierwszego liberum veto. Ta obrosła złą sławą instytucja jest jedną z najbardziej niezrozumiałych w dziejach Rzeczpospolitej.

Rok 1652 r. to annus horribilis, bo zerwanie Sejmu skutkowało niewypłaceniem żołdu wojsku, którego część nie stawiła się na miejsce koncentracji na Ukrainie w czasie powstania Chmielnickiego. W bitwie z wojskami kozacko-tatarskimi armia koronna poniosła klęskę pod Batohem, a Chmielnicki rozkazał ściąć 3500 jeńców. Kaźń została nazwana później sarmackim Katyniem.

Tradycja traktuje zerwanie Sejmu przez posła litewskiego Władysława Sicińskiego za symboliczny początek rozkładu ustroju Rzeczpospolitej. Siciński, najprawdopodobniej opłacony przez magnata Janusza Radziwiłła, nie zgodził się jedynie na prolongatę obrad ponad przewidziane prawem sześć tygodni. Marszałek Andrzej Maksymilian Fredro, zorientowawszy się, że Siciński zarejestrował protest i uciekł, uznał jego ważność wobec braku quorum.

Sprzeciw z 1652 r. nie był szokiem. Nowy Sejm podatki uchwalił, a liberum veto oznaczające sprzeciw posła znano od końca XVI w. W 1596 r. kanclerz Jan Zamojski porównał je do weta trybunów ludowych Rzymu wobec ustaw arystokratycznego Senatu. Sprzeciw miał jednak jedynie wstrzymać decyzje, by zawrzeć kompromis, choć stopniowo kształtowało się przekonanie, że trwałe opuszczenie obrad przez protestującego oznaczało zerwanie Sejmu.

Weto w demokracji szlacheckiej po Unii z Litwą w 1569 r. było konsekwencją federacyjnego charakteru Rzeczpospolitej. Wspomniany Fredro wyjaśniał w 1664 r. cudzoziemcowi, iż jej prowincje są jak niezależne królestwa, a jest ona tak olbrzymia i różna, że kiedy reprezentanci tak różnych ludów spotkają się w Sejmie (...) czy jest możliwe, by byli inspirowani jedną ideą? Rzeczpospolita była unią z szanowaniem praw i tożsamości różnych ziem, dając każdemu posłowi prawo wysłuchania zgodnie z zasadami. Co dotyczy wszystkich i przez wszystkich ma być zaakceptowane. Nic o nas bez nas.

Liberum veto było też wyrazem szlacheckiej obsesji równości niezależnie od pozycji społecznej czy majątku, instrumentem kontrolowania magnatów. Szlachta widziała, co działo się w absolutnej Europie Zachodniej i w despotii carów, dlatego dyscyplinowała od 1573 r. artykułami henrykowskimi wybieralnego króla. Od początku XVI w. publicystyka w Rzeczpospolitej używa pojęcia wolności, z czasem złotej wolności, jako przeciwieństwa zniewolenia, z narodem szlacheckim jako suwerenem broniącym ich przed absolutyzmem. Instytucjonalne zabezpieczenia nie wystarczały, stad obowiązek uczestnictwa w sprawowaniu władzy, a bałaganiarskie sejmy zajmowały się wielkimi i małymi sprawami. Anarchia do końca XVII w. oznaczała „nierząd", tj. stan nieustannej czujności.

Rzeczpospolita była światem wolności autonomicznych dla obcych – Żydów, Ormian czy Tatarów, a dla szlachty wolności obywatelskich broniących swojej koncepcji bytowania. To upadek kultury politycznej szlachty uczynił z liberum veto narzędzie gry o władzę oligarchii i mocarstw obcych. Niebezpieczeństwo dostrzegano, lecz przez półtora wieku system działał. Jeśli Sejm był zrywany, zwoływano następny, problemy rozwiązywano, wrogów pokonywano. To zanik średniej szlachty i oligarchizacja uczyniły z liberum veto narzędzie manipulacji, szczególnie na Litwie, której sejmiki kontrolowane przez magnatów, mając w Sejmie 30 proc. posłów, zerwały ok. 90 proc. z nich. Paraliż Sejmu początkowo nie był problemem.

W ziemiach rządziły sejmiki, również z liberum veto, lecz nietolerujące anarchii lokalnej. To one przejmowały władzę faktyczną, z czasem jednak lekceważąc ustawy Sejmu, co skutkowało zabójczą mozaiką prawną państwa.

Nie liberum veto z 1652 r., lecz z 1669 r. było niebezpieczne, gdy zerwano Sejm koronacyjny, wpisując go na listę praw fundamentalnych jako jednostkowe, absolutne veto. W 1688 r. uznano sprzeciw posła litewskiego za ważny przed wyborem marszałka sprawdzającego ważność mandatów, co oznaczało, że nawet nieposeł mógł go zerwać. Wobec wzrastania liczby klientelistycznej szlachty-gołoty sejmami manipulowały mocarstwa obce i magnaci. Liberum veto z narzędzia tworzenia zgody politycznej zróżnicowanej Rzeczpospolitej przemieniło się w XVIII w. w mechanizm niszczycielski. Łukasz Opaliński zauważył, że dużą część szlachty nie myśli o istocie wolności. I nie dostrzega jej granic, lecz czyni to co chce. Poseł krzyczący: ponieważ mogę, mam takie prawo; ponieważ jestem wolnym posłem czy: ponieważ nie mam obowiązku wyjaśniania tego głosu wolnego, protestuję – nie reprezentował już stanowiska ziem ze świadomością, iż lepiej zerwać Sejm niż uchwalić prawo szkodliwe dla jednostki.

Zadziwia, że owa kultura anarchistycznej wolności stanowi do dziś rys polskiego życia publicznego. W trakcie niedawnej demonstracji jedna z posłanek opozycji krzyknęła: „Przegłosowywanie większościowe to jest bolszewizm, a nie demokracja". To wyraz emocjonalnej furii i intelektualnej bezradności. Czyż jednak w tle nie majaczy cień szlachetki z XVIII w. wykrzykującego w oparach okowity swój sprzeciw wobec rzeczywistości, której nie rozumie?

Autor jest profesorem na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Jagiellońskiego

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA