fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Plus Minus

Bogusław Chrabota: Czy to Bóg z nas kpi czy przyroda?

AdobeStock
Bóg znów zakpił z człowieka. Na chwilę zachłysnęliśmy się wolnością, nasze dzieci przyzwyczaiły się do Europy bez granic i do otwartego nieba, a odległe lądy i morza, które jeszcze 100 lat temu były wyłączną domeną takich marzycieli jak Joseph Conrad i Paul Gauguin, znalazły się w zasięgu kilku kliknięć na stronach z biletami lotniczymi. Egzotyczni władcy, walcząc o turystów, zrezygnowali z procedur wizowych. A jeszcze kilkanaście czy kilkadziesiąt lat temu, odreagowując kolonializm, zamykali się na cztery spusty. Izolacja wydawała się fantastyczną formą obrony przed żarłocznością świata zachodniego. Kacykowie czuli się pewniej z uzbrojoną po zęby gwardią i kontrolowanymi przez straż granicami. Ale wszystko to zmieniła w ostatnim ćwierćwieczu globalizacja.

Dziś ich następcy ścigają się po inwestycje, bo inwestorzy, deweloperzy, przedstawiciele globalnych marek, już nie tylko ci z Zachodu, lecz coraz częściej ze Wschodu, to doskonałe źródło najpierw łapówek, a potem podatków i kolejnych łapówek. No i przyciągają turystów, a ci znów zostawiają pieniądze. Tak się zmienił świat, a koronawirus to epizod, zdarzenie przejściowe, coś wbrew logice systemu, sposobu funkcjonowania naszego uniwersum, metafora moralnej nauczki, acz tylko metafora. Wszyscy aż przebierają nogami, czekając, kiedy ten koszmar się skończy i wrócimy do otwartego nieba, szalejących po morzach cruiserów, milionów zadeptujących co dzień Angkor Wat, chiński mur czy klepisko wokół egipskich piramid. Świat musi przecież wrócić na swoje tory.




A jeśli nie wróci? A kpina Pana Boga okaże się boleśnie konsekwentna? Albo jeszcze gorzej, okaże, się że to nie Bóg z nas kpi, ale przyroda? To byłby już prawdziwy koszmar, bo przyroda, w przeciwieństwie do rozumnego i współczującego Boga, nie wybacza, nie rozumie racji moralnych, kieruje się odwiecznymi prawidłami samoregulacji i równowagi. Za dużo dinozaurów? Zbyt wiele ich gatunków wyprodukowała ewolucja? Za dużo żrą, wydalają, to ciach, zsyłamy globalną katastrofę. Nadlatuje nie wiadomo skąd jakiś obły meteoryt, trafia w ocean albo Syberię i powoduje globalną katastrofę. Do nieba unoszą się miliardy ton pyłu i następuje wielosetletnia zima, która redukuje populację dinozaurów do zera.

Taka jest przyroda. Podobnie poradziła sobie z hominidami, mamutami, ptakiem dodo i tak dalej. Za dużo gatunków? Ciach, przychodzi oziębienie. Neandertalczyk wybija mamuty i niedźwiedzie jaskiniowe, a potem ustępuje pola człowiekowi z Cro-Magnon. Ginie jeden gatunek człowieka, by zatriumfować mógł drugi. Nie angażowałbym Boga w te sprawy, to tylko przyroda.

Kogo mamy przeciw sobie w dobie konfrontacji koronawirusa z globalizacją? Przyrodę czy Pana Boga? Wypada znów mieć nadzieję, że to Pan Bóg, bo przyroda rzeczywiście ma za co się mścić. Zwycięski w maratonie ewolucji Homo sapiens najpierw doprowadził do eksterminacji gatunków, a potem zaczął się bawić w genetykę i powoływać do życia nowe. Nie poprzestał na tworach przyrody, tylko próbuje ją okpić wynalazkami, chemią przemysłową, plastikiem, GMO, rzadkimi pierwiastkami. Efekty tej rewolucji? Hałdy śmieci wielkości Himalajów, dryfujący po oceanach kożuch kubków i plastikowych butelek, powietrze, którym nie da się oddychać. I wielomiliardowa populacja, która za tym wszystkim stoi, sprawca całego zła.

Czyż przyroda nie ma wystarczających powodów, by wymierzyć nam cios? Nie może zetrzeć nas z powierzchni planety, którą tak cudnie niszczymy? Niech będzie więc epoka koronawirusa czasem na refleksję. I czasem nadziei, że to nie przyroda, ale czuły, rozumny Bóg, który – jeśli tylko odbędziemy pokutę – zmieni zdanie. Oby tak właśnie było.

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA