Nauka

Tajemniczy geniusz z Petersburga

Grigorij Perelman unika rozgłosu. To zrobione podczas wykładu zdjęcie pochodzi z 1980 roku
AP
17 lat temu, 24 maja 2000 roku amerykański Instytut Matematyczny Claya przedstawił 7 matematycznych problemów milenijnych, ustanawiając za rozwiązanie każdego z nich nagrodę miliona dolarów. Jedną z nagród otrzymał tajemniczy geniusz z Rosji. Przypominamy tekst z 2010 roku.

Instytut Matematyczny Claya (Clay Mathematics Institute), który wspiera rozwój matematyki, przyznał Grigorijowi Perelmanowi jedną z siedmiu Nagród Tysiąclecia. To nie tylko ogromny naukowy prestiż, ale także równy milion dolarów za rozwiązanie jednej z siedmiu matematycznych zagadek, które w maju 2000 roku Instytut uznał za najważniejsze tzw. problemy milenijne.

Nie jest jednak jasne, czy rosyjski geniusz honory te przyjmie. Perelman od lat skrzętnie unika dziennikarzy i rozgłosu.

Gdy w 2006 roku przyznano mu medal Fieldsa, nazywany matematycznym Noblem, odmówił jego przyjęcia. Przewodniczący Międzynarodowego Komitetu Matematycznego próbował wówczas przez dziesięć godzin przekonać naukowca, by jednak zmienił zdanie – na próżno.

James Carlson, prezes Instytutu Claya, jak dotąd nie podzielił się z prasą żadnymi konkretami. – Jesteśmy w kontakcie mejlowym. On da mi znać w stosownym czasie – powiedział tylko dziennikowi "The New York Times".

Hipoteza Poincarégo przez niemal 100 lat nie dawała spokoju najlepszym matematycznym mózgom. Mówi ona, że sferę trójwymiarową, podobnie jak dwuwymiarową, charakteryzuje jednospójność. Co to znaczy? Jeśli na powierzchni piłki (dla matematyków sfery dwuwymiarowej) umieścimy elastyczną zamkniętą pętlę, to da się ją ściągnąć do punktu, nie rozrywając jej ani nie opuszczając powierzchni kuli. Nie jest to możliwe, gdy piłkę zastąpi się np. obwarzankiem. Jeśli więc każdą pętlę na dwuwymiarowej powierzchni potrafimy ściągnąć do punktu – powierzchnia ta musi być sferą. Hipoteza Poincarégo mówi, że ta sama zasada dotyczy sfery trójwymiarowej.

Perelman udowodnił ją jeszcze w latach 2002 – 2003. Swoje wyliczenia opublikował w Internecie.

W ciągu trzech lat naukowcy sprawdzili ją na wszystkie możliwe sposoby. Uznali wreszcie, że Perelman ma rację. To wtedy przyznano mu medal Fieldsa. On sam miał powiedzieć, że jeśli dowód jest prawdziwy, to żadnego innego uznania nie trzeba. A o medalu – że nie ma żadnego znaczenia.

Perelman rozwiązał zagadkę Poincarégo, ale dziennikarze dotychczas nie rozgryźli zagadki Perelmana. Naukowiec ukrył się w mieszkaniu na przedmieściach Petersburga, gdzie mieszka razem z mamą.

Reporterowi "Komsomolskiej Prawdy", który razem z grupą innych dziennikarzy dobijał się bezskutecznie do drzwi jego mieszkania, udało się tylko porozmawiać z sąsiadami. Dowiedział się, że Grisza wychodzi co najwyżej do sklepu, a większość czasu spędza w domu.

Ale skrytość Perelmana tylko podsyca zainteresowanie jego osobą. Media spekulują, że zamknął się w sobie, gdy jego ojciec opuścił rodzinę, lub że jest nieszczęśliwie zakochany. Jeszcze inni porównują go do tajemniczego mnicha Rasputina. Psycholodzy szukają natomiast naukowych wyjaśnień. Przyczyn dobrowolnej izolacji doszukują się w genialnej naturze naukowca. Przypominając, że geniusz, przynajmniej według jednej z teorii, jest przecież formą szaleństwa.

Gazeta "Wiedomosti", nazywając Perelmana "człowiekiem tygodnia", zwraca uwagę na coś innego. "Z 48 osób, które od 1936 roku otrzymały medal Fieldsa, osiem urodziło się w ZSRR. Czterech laureatów mieszka i pracuje w USA, jeden – we Francji, jeden – na Ukrainie, jeden był członkiem Akademii Nauk ZSRR. Perelman żyje w Rosji. Jak to możliwe, że nie jest nawet członkiem korespondentem Rosyjskiej Akademii Nauk?" – pytają "Wiedomosti".

Spośród siedmiu problemów milenijnych dotąd rozwiązania doczekał się tylko jeden. Sześć pozostałych pozostaje zagadką. Każdy o wartości miliona dolarów.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL