fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kongres Gospodarczy: Perspektywy dla Polski

Transportowa rewolucja szansą dla polskich technologii

Uczestnicy debaty „Perspektywy dla transportu w 2050 r.”, która odbyła się w redakcji „Rzeczpospolitej”, zgodzili się, że transport w przyszłości będzie wyglądał zupełnie inaczej niż obecnie. Dyskusję moderował redaktor Michał Niewiadomski (w środku).
Fotorzepa/RobertGardziński
Może nie wygramy z dużymi koncernami w budowie samochodów elektrycznych i autonomicznych, ale mamy szansę być liderami w technologiach, które są w nich wykorzystywane.

Transport w 2050 r. może wyglądać zupełnie inaczej niż ten, który znamy dzisiaj. Na razie patrzymy nań przez pryzmat obecnych technologii, ale rzeczywistość może nas zaskoczyć. Warto się na nią przygotować, żeby nie stracić szansy, jaką daje rewolucja w transporcie. Takie wnioski płyną z debaty „Perspektywy dla transportu w 2050 r." zorganizowanej przez „Rzeczpospolitą".

Rewolucja elektromobilności

Kiedyś samochód elektryczny mógł przejechać 80 km na jednym ładowaniu. Dzisiaj już 400–450 km. Dodatkowo w przeszłości szybko spadała wydajność akumulatorów. – Dopiero rewolucja litowo-jonowa pozwoliła wprowadzić stabilne zasięgi, które nie maleją po roku. W tej chwili produkuje się baterie do pojazdów na pięć lat – zauważył Bartosz Kras, wiceprezes Impact Clean Power Technology.

Zaznaczył, że dzisiaj na samochód elektryczny patrzymy z perspektywy dzisiejszej technologii. Jego zdaniem ładowanie samochodu przez noc to technologia, której za chwilę nie będzie. – Celem rozwoju baterii jest ładowanie ich w 3-4 minuty. To pchnie motoryzację elektryczną do przodu – mówił. Zaznaczył, że jego firma naładowała ostatnio autobus w 6 minut. Jednak w samochodach osobowych będzie to możliwe dopiero za pięć do ośmiu lat. Wtedy też zasięgi urosną do 400-600 km.

Prof. Jan Popczyk z Politechniki Śląskiej zaznaczył, że za takie ładowanie zapłacimy dużo. – Jak nie chcemy ładować w nocy, to musimy się liczyć z tym, że moce zainstalowane w systemie elektroenergetycznym będą niebotyczne – ocenił. – Jeżeli ktoś chce za to płacić, niech płaci. Tylko nie róbmy rozwiązań, które za parę lat okażą się klapą. Rynek musi to wyregulować. Potrzeba lat, żeby odkryć, co jest potrzebne – dodał. Profesor wyliczył, że przy założeniu 20 mln samochodów i nieładowaniu ich w nocy potrzeba 20 GW mocy. Obecnie w szczytach energetycznych Polska potrzebuje 25 GW.

New-mobility

W PKN ORLEN trend wykorzystania w środkach transportu takich paliw jak energia elektryczną, wodór czy amoniak określa się mianem new-mobility. – Widzimy mocne połączenie tego sektora z sektorem paliwowo-energetycznym – stwierdził Jarosław Dybowski, dyrektor wykonawczy ds. energetyki w PKN ORLEN. Podkreślił, że ORLEN patrzy 30 lat do przodu i stara się to robić oczami konsumenta. – Konsument jest gotów zapłacić więcej za komfort. Są technologie pozwalające w ogóle nie stać na stacjach, takie jak np. ładowanie indukcyjne. Jesteśmy w okresie przejściowym, cały czas testujemy różne rozwiązania – podkreślił.

Prof. Popczyk wyjaśnił, że jeśli chodzi o energię elektryczną i wodór, oznacza to wyścig między akumulatorem i ogniwem paliwowym, jednak samochód w obu wypadkach jest elektryczny. Problem jest taki, że ogniwo paliwowe ma tylko 30 proc. sprawności, a magazynowanie wodoru jest trudne. Akumulatory litowo-jonowe tymczasem mogą wytrzymać już 5 tys. cykli ładowania i osiągają sprawność 90 proc.

Czy wystarczy prądu?

Czy jeżeli postawimy na rozwój elektromobilności, to zabraknie nam mocy w systemie? Bartosz Derski, założyciel portalu WysokieNapiecie.pl, ocenił, że jeżeli będziemy realizować zaplanowaną transformację, to mocy w systemie będzie przybywać. – Koncepcja, którą rząd ma w projekcie polityki energetycznej do 2040 r., jest nie najgorszym kierunkiem. Dostrzeżono, że świat się zmienił i mamy coraz więcej wiatru i fotowoltaiki. Te segmenty będą się najszybciej rozwijać, a koszty spadać – ocenił. Zaznaczył, że atom do tych źródeł zupełnie nie pasuje, bo obecne technologie atomowe nie są elastyczne. – Miks energetyczny musi wyglądać inaczej niż to, co zaplanował rząd, jeżeli chcielibyśmy gonić Europę Zachodnią. Technologia atomowa zapędziła się w ślepy zaułek i nie widać wyjścia – dodał.

Marcin Korolec, prezes Fundacji Promocji Pojazdów Elektrycznych, zauważył, że jeszcze nie rozstrzygnięto, w jakiej technologii będzie magazynowana energia dla transportu. – W małych samochodach rozwijane jest zasilanie bateryjne. W dużych samochodach i transporcie dalekobieżnym baterie jednak nie zdają egzaminu i chyba nie będą mieć zastosowania. Pytanie, co je zastąpi – stwierdził.

Korolec tłumaczył, że samochód elektryczny powinien ładować się w każdym możliwym momencie. – Gdy jestem w pracy, w domu, na zakupach czy w kinie. Sieć ładowarek będzie się rozwijać. Ważne jednak, żeby regulacje tutaj były jak najbardziej liberalne. A już dzisiejsze zapisy są daleko przeregulowane – stwierdził.

Pojazdy autonomiczne to przyszłość

Prezes FPPE podkreślił, że pojazdy autonomiczne będą obecne na drogach, bo ta technologia już funkcjonuje i jest komercjalizowana. Już dziś za jedną ciężarówką z kierowcą jadą w sposób zsynchronizowany trzy następne. Później autonomia wejdzie do transportu publicznego, co obniży koszty jego funkcjonowania. – Mam wątpliwość, czy wyeliminuje to transport prywatny. Na razie cenimy sobie własność i możemy nie mieć ochoty wchodzić do samochodu, który pachnie nie naszą perfumą – ocenił Korolec.

Dereski zauważył, że już dzisiaj przesiadamy się do nie swoich samochodów, korzystając z carsharingu. – Wjazd do centów miast będzie ograniczony. Autonomicznym pojazdom będzie dużo łatwiej, kiedy nie będzie innych pojazdów sterowanych przez ludzi – tłumaczył.

Kras przypomniał, że według chińskich prognoz do 2030 r. będzie rosła liczba samochodów na świecie. Od tego momentu liczba tradycyjnych samochodów zacznie jednak spadać, a rosnąć – liczba aut autonomicznych. W 2037 r. 80 proc. wszystkich samochodów będzie autonomicznych.

Szansa dla polskich technologii

– W Polsce mamy gigantyczne możliwości rozwoju w technologiach wokół tej wizji – ocenił Kras. – Mówię o wszystkich komponentach do pojazdów elektrycznych. Mamy kilkadziesiąt technologii do wzięcia i opracowania, którymi warto się zająć już teraz. Róbmy rzeczy, które zdarzą się jutro. Przestańmy myśleć kategoriami dzisiejszych rozwiązań – dodał.

Korolec podkreślił, że przyszłych zarobków trzeba szukać tam, gdzie będzie największa marża w przyszłości. – Będzie ona prawdopodobnie w produkcji baterii. Najłatwiej będzie zaś wejść w oprogramowanie i usługi – ocenił.

Przedstawiciel PKN ORLEN dodał do tego systemy, oprogramowanie, automatykę, połączenie rozwoju mobilności elektrycznej z systemami energetycznymi. – W energetyce czekają nas dwie rewolucje, które trzeba ze sobą połączyć – mówił Dybowski. – Dzisiaj jeździmy pancernymi samochodami, ale auta autonomiczne będą lżejsze. Oznacza to nowe technologie, więc rozwinie się petrochemia. Mamy ambitny program inwestycyjny w tym obszarze – podkreślił.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA