fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Gospodarka

Krajobraz po boomie

Fotorzepa, Robert Gardziński
Rozwój polskiej gospodarki zahamuje, dochody Polaków także. Przyspieszy inflacja.

Wzrost PKB Polski w tempie 5 proc. rocznie, który utrzymywał się od połowy 2017 r., to już przeszłość. W najbliższych czterech kwartałach, z bieżącym włącznie, tempo rozwoju gospodarki wyniesie średnio już tylko 4 proc.

Takie są przewidywania 36 ekonomistów i zespołów analitycznych uczestniczących w konkursie „Parkietu" i „Rzeczpospolitej" na najlepszego analityka makroekonomicznego roku.

Choć w porównaniu z nieodległą przeszłością te prognozy niepokoją, można też czerpać z nich optymizm. Sugerują bowiem, że perspektywy polskiej gospodarki są lepsze, niż ocenia to np. Międzynarodowy Fundusz Walutowy, według którego w 2019 r. wzrost PKB Polski zwolni do 3,5 proc. Zresztą jeszcze w czerwcu, gdy poprzednio zbieraliśmy prognozy od uczestników konkursu, większość z nich spodziewała się, że gospodarka będzie szybciej traciła impet. Co się od tego czasu zmieniło? Wygląda na to, że dłużej potrwa ożywienie w inwestycjach, głównie dlatego, że jak dotąd było słabsze od oczekiwań.

Widoczne już teraz spowolnienie wzrostu polskiej gospodarki to głównie efekt pogorszenia koniunktury w strefie euro. Wkrótce zwolni jednak także główny wewnętrzny motor wzrostu PKB: wydatki konsumpcyjne gospodarstw domowych. Wyhamuje bowiem wzrost ich dochodów, w szczególności w ujęciu realnym. Jak przewidują uczestnicy naszego konkursu, pogorszenie koniunktury nie zapobiegnie wzrostowi inflacji. Ma ona stopniowo przyspieszać, aż w III kwartale 2019 r. dojdzie do 2,5 proc., czyli do celu inflacyjnego NBP. To jednak nie skłoni go do zmiany stóp procentowych

Najlepsze jest już za nami

Polska gospodarka weszła w fazę spowolnienia, ale będzie ono łagodne. W najbliższych czterech kwartałach, z bieżącym włącznie, wzrost PKB będzie wynosił przeciętnie 4 proc. rok do roku – przewidują uczestnicy konkursu „Parkietu" i „Rzeczpospolitej" na najlepszego analityka makroekonomicznego. To najszersza w kraju sonda wśród ekonomistów, bierze w niej udział niemal 40 indywidualnych analityków i zespołów.

Od czerwca, gdy poprzednio ankietowaliśmy uczestników konkursu, ich prognozy, stały się nieco bardziej optymistyczne. Wtedy przeciętnie zakładali, że w okresie od IV kwartału br. do połowy 2019 r. (to był wówczas koniec horyzontu prognoz) wzrost PKB będzie wynosił średnio 3,9 proc. rok do roku. Obecnie w tym samym okresie oczekują wzrostu gospodarki w tempie 4,1 proc.

Nadzieja w inwestycjach

W I połowie br. PKB Polski rósł jednak w tempie 5,1 proc. rocznie. Spowolnienie jest więc przesądzone, nawet jeśli będzie łagodniejsze, niż wydawało się kilka miesięcy temu.

– Ostatnie odczyty wskaźników makroekonomicznych jednoznacznie pokazują słabnięcie tempa wzrostu gospodarczego. Szczególnie istotny był tu spadek PMI (to ankietowy barometr koniunktury w przemyśle – red.), który odzwierciedlał spadek wartości zamówień z zagranicy. Ostatnie miesiące przyniosły również obniżenie dynamiki wzrostu zatrudnienia, czemu towarzyszą też informacje o mniejszym niż przed rokiem napływie pracowników zza wschodniej granicy – mówi Paweł Radwański, główny ekonomista Raiffeisen Polbanku. – Widać wyraźnie, że w polską gospodarkę uderzyło pogorszenie koniunktury w strefie euro, a także, że napotyka ona coraz większe naturalne bariery wzrostu po stronie podaży pracy.

Mocną stroną gospodarki mogą być w najbliższym czasie inwestycje – głównie dlatego, że wolniej od oczekiwań rosły w poprzednich kwartałach. Szybki wzrost importochłonnych inwestycji w połączeniu ze pogorszeniem koniunktury w strefie euro będą jednak sprawiały, że gospodarce ciążyły będą wyniki handlu zagranicznego. „W ślad za ożywieniem inwestycji, począwszy od III kwartału dynamika importu będzie wyższa od dynamiki eksportu. W konsekwencji wpływ eksportu netto na wzrost PKB stanie się znów ujemny i ta sytuacja utrzyma się w całym horyzoncie prognozy" – napisali w połowie września w raporcie z prognozami na lata 2018–2019 ekonomiści Credit Agricole Bank Polska.

Powszechnie oczekiwany jest też spadek dynamiki wydatków konsumpcyjnych gospodarstw domowych, które były w ostatnich latach głównym motorem wzrostu PKB. Będzie to wypadkowa coraz wolniejszego wzrostu zatrudnienia i stabilizacji, a być może nawet spadku, dynamiki płac.

Pierwsze z tych zjawisk nieuniknione wobec niedoboru pracowników. Stopa bezrobocia już dziś jest rekordowo niska i mocno spaść już nie może. Według ankietowanych przez nas ekonomistów za rok wyniesie ona 5,3 proc., w porównaniu z 5,8 proc. we wrześniu. Wzrost płac zahamować może z kolei m.in. ustawa o pracowniczych planach kapitałowych. „Spowoduje ona wzrost kosztów płacowych ponoszonych przez przedsiębiorstwa i ograniczy przestrzeń do podwyżek płac" – zauważyli eksperci Credit Agricole.

Ankietowani przez nas ekonomiści przeciętnie oczekują, że w najbliższym roku wydatki konsumpcyjne gospodarstw domowych będą się zwiększały w tempie 4,1 proc. rocznie, gdy w minionych trzech kwartałach rosły w tempie 4,8 proc. rocznie.

RPP podkopuje złotego

Choć polska gospodarka będzie traciła impet, przyspieszać będzie inflacja. Uczestnicy konkursu na najlepszego analityka makroekonomicznego przeciętnie przewidują, że od bieżącego kwartału do końca III kwartału 2019 r. indeks cen konsumpcyjnych (CPI) będzie rósł średnio w tempie 2,1 proc. rok do roku. Dla porównania, w pierwszych trzech kwartałach br. CPI – główna miara inflacji w Polsce – rósł średnio w tempie 1,7 proc. rocznie. Przyspieszenie inflacji będzie opóźnionym efektem wzrostu dynamiki płac, nawet jeśli ta ostatnia się ustabilizuje. Dodatkowo, jak tłumaczy Marcin Kujawski, ekonomista z banku Nomura w Londynie, polskie przedsiębiorstwa zmagają się ze wzrostem kosztów surowców i energii. Będą więc w coraz większym stopniu zmuszone do przerzucania tych kosztów na konsumentów.

Większość uczestników konkursu „Parkietu" i „Rzeczpospolitej" na najlepszego analityka makroekonomicznego uważa, że w III kwartale 2019 r. inflacja będzie już w okolicy celu inflacyjnego NBP (2,5 proc.). Mimo to zaledwie trzech spodziewa się, że Rada Polityki Pieniężnej zdecyduje się w tym horyzoncie na podwyżkę stóp procentowych. Prezes NBP Adam Glapiński konsekwentnie bowiem sygnalizuje, że w przyszłym roku polityka pieniężna pozostanie bez zmian. Na początku października dał też do zrozumienia, że tego scenariusza nie zmieniłaby nawet inflacja powyżej celu, jeżeli nie przekroczyłaby 3,5 proc. rocznie.

Taka postawa RPP w czasie, gdy inne banki centralne w regionie podwyższają stopy procentowe lub to sygnalizują, nie będzie sprzyjała notowaniom złotego. Ankietowani przez „Parkiet" ekonomiści w większości spodziewają się wprawdzie, że polska waluta będzie zyskiwała na wartości, ale tylko nieznacznie. Przeciętnie przewidują, że za rok euro będzie kosztowało 4,25 zł w porównaniu z 4,31 zł obecnie. Za dolara zapłacimy 3,60 zł, o około 14 groszy mniej niż dziś.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA