fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Gospodarka

Rolnictwo i turyści szkodzą jakości wód w Polsce

Ze 161 mazurskich portów tylko 33 odbierają ścieki z przenośnych toalet na jachtach
shutterstock
Pogarszająca się jakość wody staje się prawdziwym problemem. Fatalnie odbijają się tu nieszczelne szamba, złe nawożenie w rolnictwie i rozwijająca się turystyka.

Raport „Zasoby wodne w Polsce – ochrona i wykorzystanie" na zlecenie Fundacji Przyjazny Kraj przygotowała firma analityczna Alternator, zajmująca się energetyką oraz ochroną środowiska.

Autorzy raportu, dr Jan Rączka i Krzysztof Skąpski (Alternator) oraz dr Tomasz Tyc (Politechnika Warszawska), oceniają, że nasz kraj nie cierpi na niedobory wody. Jeśli takie występują, to mają charakter okresowy, lokalny i wynikają z dużej zmienności pogody. – W związku z postępującymi zmianami klimatu problem ten będzie narastał – czytamy jednak w raporcie.

Jakość zła

Niestety, z jakością wody nie jest dobrze. Przeprowadzona w 2019 r. ocena wykazała, że zły stan wód występuje w 91,5 proc. jednolitych części wód powierzchniowych rzecznych; 88,1 proc. wód powierzchniowych jeziornych; 100 proc. wód powierzchniowych przejściowych i przybrzeżnych. Wody zanieczyszczone są w największym stopniu benzo(a)pirenem. Problemem jest też eutrofizacja (inaczej użyźnianie), spowodowana zanieczyszczeniem wód substancjami nawozowymi – związkami azotu i fosforu.

Zanieczyszczeniom sprzyja regulacja rzek. – Naturalna rzeka posiada duże zdolności do samooczyszczania. Traci je jednak prawie całkowicie w wyniku regulacji – piszą autorzy raportu. – Problem eutrofizacji jest dużo bardziej dotkliwy w przypadku jezior, zwłaszcza bezodpływowych, a szczególnie dramatyczny wymiar ma w przypadku Bałtyku i Wielkich Jezior Mazurskich, gdzie większość wód wykazuje efekty eutrofizacji – dodają.

Wyliczają, że w 2019 r. aż 57 proc. kąpielisk bałtyckich było czasowo zamkniętych z powodu pojawiających się sinic. Powierzchnia martwych stref zajmuje około 18 proc. powierzchni dna morza, zaś 28 proc. stanowią strefy o obniżonej zawartości tlenu.

Najwięksi truciciele

Okazuje się, że to już nie miasta, czyli sektor komunalny, i nie przemysł są dziś najbardziej uciążliwe. „Ich oddziaływanie na jakość wody zmniejsza się systematycznie od 1989 r. Jest to wynik ogromnych inwestycji w infrastrukturę ochrony środowiska oraz coraz ostrzejszych norm prawnych, które mogą być skutecznie egzekwowane w przypadku dużych, punktowych źródeł zanieczyszczeń" – czytamy w raporcie.

W 2019 r. z oczyszczalni ścieków korzystało 95 proc. mieszkańców miast i 44 proc. mieszkańców wsi. Problemem są jednak przydomowe bezodpływowe szamba. Ich liczba oceniana jest na 2,1 mln, szacuje się przy tym, że ok. 90 proc. z nich jest nieszczelnych.

Nowe zagrożenia związane są ze zmianą stylu życia. „Lekarstwa, środki antykoncepcyjne, związki psychoaktywne (tzn. narkotyki), związki wykorzystywane w środkach czystości i kosmetykach, rozdrobnione do bardzo niewielkich rozmiarów tworzywa sztuczne to substancje, których nawet najnowocześniejsze oczyszczalnie komunalne nie są w stanie skutecznie usunąć ze ścieków" – czytamy w raporcie.

Nadal na stosunki wodne silnie oddziałuje przemysł wydobywczy. W tym kontekście raport wymienia kopalnie węgla brunatnego w Bełchatowie, Koninie i Turowie, których działania powodują obniżanie lustra wody gruntowej.

Większym problemem w skali kraju jest dziś jednak w ocenie autorów raportu rolnictwo. Rolnicy często stosują nadmierne dawki nawozów mineralnych, niedostosowane do potrzeb nawozowych roślin, co powoduje transmisję biogenów do wód powierzchniowych. Z kolei nawozy naturalne, które pochodzą z produkcji zwierzęcej, aplikują w nadmiernych dawkach i niewłaściwych okresach, kiedy gleba nie może ich związać, a rośliny wykorzystać. Oba te zjawiska przyczyniają się do użyźnienia śródlądowych wód powierzchniowych i podziemnych, a dalej do użyźnienia wód Morza Bałtyckiego – a także jezior, w tym w szczególności Wielkich Jezior Mazurskich. – Rolnictwo odpowiada za co najmniej połowę ładunku biogenów dopływających z terenu Polski do Bałtyku – oceniają autorzy raportu.

Do złej jakości wód swoje dokłada turystyka. Jak grzyby po deszczu mnożą się domki letniskowe i całoroczne nad brzegami wód. Wedle szacunków w sezonie na Mazurach pływa ok. 14 tys. jachtów, czyli ok. 70 tys. osób. – Niestety, powszechną praktyką jest opróżnianie zbiorników na ścieki bezpośrednio do wód jezior – piszą autorzy raportu.

Wyliczają, że na 161 mazurskich portów tylko 33 odbierają ścieki z przenośnych toalet chemicznych, a 12 ma pompy do opróżniania zbiorników większych jachtów.

Smutne wnioski

Zdaniem autorów raportu trudno liczyć na szybką poprawę sytuacji. Wspomniane zanieczyszczenia trudno monitorować i eliminować, a rozproszenie źródeł emisji utrudnia egzekwowanie prawa. Z pomocą może przyjść edukacja i inwestycje, choćby w rozbudowę infrastruktury odbioru zanieczyszczeń sanitarnych z jednostek pływających i sezonowych biwaków.

– Zalecanym kierunkiem strategicznym jest renaturyzacja, która przyniesie korzyści w wymiarze ilościowym (naturalna retencja wody, która zapobiega powodziom i suszom), jak i jakościowym (wychwycenie przez roślinność azotu i fosforu, zanim trafi do jezior i morza) – przekonują autorzy raportu.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA