fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Gospodarka

#RZECZoBIZNESIE: Andrzej K. Koźmiński: Suwerenność ekonomiczna we współczesnym świecie to mit

tv.rp.pl
Jeżeli Europa nie będzie w coraz większym stopniu jednością, to się podzieli na wrogie sobie państewka, które prędzej czy później skoczą sobie do gardeł – mówi Prof. Andrzej K. Koźmiński, ekonomista i socjolog, prezydent Akademii Leona Koźmińskiego, gość programu Pawła Rożyńskiego.

Strefa euro już wystarczająco okrzepła i jest bezpieczna? Pytam, bo „kryzys strefy euro" jest koronnym argumentem przeciwników przystąpienia doń Polski.

Ten kryzys się najwyraźniej skończył. Strefa euro okrzepła, Europejski Bank Centralny wywiązał się ze swojej roli pożyczkodawcy ostatniej szansy. Jego prezes Mario Draghi ma w tym dużą zasługę. W tej chwili perspektywy wzrostu gospodarczego dla strefy euro są bardzo pozytywne. To nie znaczy, że jest już doskonały jednolitym obszarem walutowym. Nie jest, ale niewątpliwie jest już umocniona i wszystko wskazuje na to, że przetrwa.

W jakim kierunku będzie ewoluować?

To jest pytanie za milion dolarów. Strefa euro będzie ewoluowała w kierunku większej integracji. Prawdopodobnie EBC uzyska więcej prerogatyw banku centralnego, pojawią się bardziej jednolite reguły dotyczące równowagi makroekonomicznej w krajach strefy i pojawi się coś w rodzaju funduszu stabilizacyjnego, który będzie chronił kraje należące do strefy przed turbulencjami.

Podpisał pan nasz apel do premiera Mateusza Morawieckiego o powrót do przygotowań do przyjęciu euro i dyskusję na ten temat. Tylko, czy ta dyskusja ma sens przy obecnym podejściu rządu do tego tematu? Nie jest to rzucanie grochem o ścianę?

Nawet jeżeli rzucamy grochem o ścianę, a tego grochu jest dostatecznie dużo, to po pewnym czasie ściana zaczyna się chwiać. Z pełnym przekonaniem podpisałem ten apel. Jesienią zeszłego roku zainicjowaliśmy na naszej uczelni szereg debat dotyczących problematyki strefy euro. M.in. debatę wicepremierów i ministrów finansów.

Dlaczego warto teraz wrócić do tej sprawy i wejść do strefy euro?

Żeby nie zostać osamotnionym. Wiele wskazuje na to, że Węgrzy będą zmierzać w kierunku strefy euro. W Czechach, zależy jaki będzie ostatecznie wynik wyborczy, ale jeżeli dotychczasowy prezydent Milos Zeman nie wygra, to Czesi także pójdą w tę stronę. Wówczas zostaniemy sami. To nie jest dobra sytuacja, bo samotność nie sprzyja sukcesom. Poza tym strefa euro to będzie jądro Europy. Tam będą podejmowane decyzje dotyczące całej Unii Europejskiej. Jeżeli staropolska zasada „nic o nas bez nas" jest nam bliska, to powinniśmy wstąpić do strefy euro.

Są to bardziej przyczyny polityczne.

Ale jest masa argumentów gospodarczych. Np. ograniczenie ryzyka kursowego, co jest bardzo istotne dla przedsiębiorców. Jednak polityczny argument jest w tej chwili bardzo istotny.

W Europie pojawiają się coraz większe wątpliwości odnośnie idei europejskiej. „Nowy nacjonalizm" może nas zgubić? To jest poważny problem, czy chwilowe wahnięcie nastrojów?

Przez ostatnie kilkadziesiąt lat przyzwyczailiśmy się do tego, że Europa to jest ogródek jordanowski, bardzo sympatyczne, przyjazne i miłe miejsce. Natomiast XX wiek to historia masowego ludobójstwa w Europie. W intencji ojców założycieli Unia Europejska powstała nie w celach ekonomicznych, tylko, żeby zapobiec następnemu ludobójczemu konfliktowi w Europie. Jeżeli Europa nie będzie w coraz większym stopniu jednością, to się podzieli na coraz bardziej wrogie sobie państewka, które prędzej czy później skoczą sobie do gardeł.

Dla populistów i specjalistów od fake news najlepszym sposobem jest pobudzanie nacjonalizmów. W ten sposób Brytyjczycy podjęli swoją idiotyczną decyzję, nad którą w tej chwili wszyscy ubolewają i nie wiedzą, jak z tego wyjść. Na tej zasadzie funkcjonowała cała kampania Marine Le Pen, która na szczęście spełzła na niczym. Jednak byłbym daleki od skreślania skrajnej prawicy z francuskiego pejzażu politycznego. Na tej zasadzie działają także różnego rodzaju mniejsze kraje europejskie. Także te, które zaliczamy do dawnego obozu socjalistycznego.

To może lepiej zostać przy status quo i nie zacieśniać współpracy, także w ramach strefy euro?

Jest absolutnie niemożliwe, żeby utrzymać status quo. Jest za dużo sił, które działają destabilizująco. Niektórym nawet marzy się wrzucić wsteczny bieg.

W kręgach rządowych słuchać opinie, że najlepsza byłaby unia w postaci strefy wolnego handlu i nic poza tym.

To jest wyraz pewnej naiwności i przekonania, że możliwe jest utrzymanie status quo w dynamicznie zmieniającym się świecie. Europa będzie się integrować albo stanie się kolejnym obszarem konfliktu. Jeżeli komuś się wydaje, że w tej sytuacji kraj jak Polska, o średnim potencjale, zdoła wyjść na swoje, zwłaszcza jeśli nie ma żadnych pewnych sojuszników na terenie Europy, to jest to daleko posunięte złudzenie. Fakty mówią same za siebie. Prędzej czy później, dalsza integracja europejska będzie postępować. Dołączą się do niej także kraje, które zaliczamy do Grupy Wyszehradzkiej czy Międzymorza, bo będą widziały korzyści i możliwości rozwoju.

Większość Polaków jest w tej chwili niechętna euro. Przyczyniła się do tego propaganda i zniechęcanie do wspólnej waluty. Słychać, że złoty nas uratował w kryzysie, chociaż Węgrzy mieli forinta i recesję. Twierdzi się też, że będzie drożyzna, jak się przyjmie euro. Co z tym robić?

To jest rola mediów.

Ale media mają różne poglądy i podają różne informacje.

Media powinny podawać prawdziwe informacje. Większość o tym zapomina. Dziennikarze nie powinny mieć żadnych poglądów politycznych. Powinni relacjonować fakty i opinie jakimi one są. O to mam do mediów pretensje.

To jak przekonać Polaków i klasę polityczną?

Polacy są narodem racjonalnym. Dość dobrze rozumieją swój interes. Wystarczy obalić pewną ilość fałszywych mitów. Np. ten, że strefa euro doprowadzi do wzrostu cen. Mitem też jest, że możliwość manipulowania kursem pozwala uniknąć kryzysu. Wystarczy obalić też mit związany z niedostrzeganiem ryzyka kursowego. Wówczas Polacy stopniowo zmienią swój pogląd.

A rządzący?

Rządzący także powinni rozumieć nasz narodowy interes, chociaż przede wszystkim rozumieją swój interes polityczny. To się powinno dać jakoś pogodzić. Debata na temat euro, która się toczy ma jedną słabość. Niedostatecznie silnie obalamy mity, które na ten temat krążą. To jest praca domowa do odrobienia.

Jesteśmy gospodarczo gotowi, żeby przyjąć euro?

A Litwini, Słowacy, Łotysze byli?

Czyli to jest tylko decyzja polityczna?

W bardzo dużej mierze jest to decyzja polityczna, w której pewną rolę odgrywa myślenie symboliczne o tzw. suwerenności. Suwerenność ekonomiczna we współczesnym świecie jest kolejnym mitem. Stopień uzależnienia od siebie gospodarek jest kolosalny. Gospodarka amerykańska jest tak uzależniona od chińskiej, że nawet najbardziej szaleńcze pomysły nie mogłyby doprowadzić do dużego konfliktu. I odwrotnie. Gospodarka chińska też jest uzależniona od rynku amerykańskiego. Zobaczmy Niemców. To jest kraj, który żyje z eksportu. Ich stopień uzależnienia od zewnętrznego otoczenia jest ogromny. Nie przychodzi im do głowy, żeby spekulować na temat swojej suwerenności ekonomicznej, ponieważ to jest mieszanie porządku emocjonalno-romantycznego z porządkiem ekonomiczno-racjonalnym.

Może się okazać, że euro czy dolar to już przeszłość. Mamy bitcoina, czy chińskiego juana.

Nie sądzę. Co do Chin, jestem przekonany, że jeszcze sporo czasu upłynie zanim będą mogły pretendować do roli jednej z walut światowych. Z bitcoinem jest podobna sytuacja do sławnej XVII-wiecznej historii ze spekulacją cebulkami tulipanów w Holandii. To jest bańka, która pęknie.

Czyli euro pozostaje dla nas atrakcyjnym kierunkiem.

Jedynym.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA