Początek 2016 r. przyniósł kolejne osłabienie polskiej waluty. We wtorek jej kurs przebił poziom 4 zł za 1 dol. W środę, kiedy my świętowaliśmy Trzech Króli, na międzynarodowych rynkach handlowano naszym pieniądzem po kursie przekraczającym 4,04 zł za 1 dol. Złoty stracił od początku roku już ponad 2 proc. wobec amerykańskiej waluty i jest najsłabszy od ponad czterech tygodni. Polska waluta osłabła również wobec euro i franka szwajcarskiego. W środę za 1 euro płacono 4,34 zł, poziom 4 zł przebiły też notowania franka.

Większe ryzyko

Osłabienie złotego tłumaczone jest przez analityków ogólnym odwrotem inwestorów od bardziej ryzykownych aktywów, w tym walut z rynków wschodzących. Początek roku oznaczał przecież silną wyprzedaż na chińskich giełdach (poniedziałkowy spadek indeksu Shanghai Composite wyniósł prawie 7 proc.) a także umocnienie dolara amerykańskiego i jena japońskiego, czyli walut zaliczanych do tzw. bezpiecznych przystani, czyli aktywów kupowanych przez inwestorów w chwilach wzrostu niepokoju na rynkach. Za euro płacono w połowie tygodnia już poniżej 1,075 dol., najmniej od grudniowego posiedzenia amerykańskiej Rezerwy Federalnej.

– Osłabienie wobec dolara dotyka nie tylko naszej waluty. Złoty jest walutą powiązaną z euro, a euro będzie się osłabiało w średnim terminie wobec dolara. Zakładamy, że euro może kosztować we wrześniu 1,03 dol. Nawet jeśli kurs euro wobec złotego byłby podobny jak obecnie, oznaczałoby to osłabienie się naszej waluty do około 4,10 zł za 1 dol. Spodziewamy się jednak, że do końca roku złoty będzie odrabiał straty – mówi „Rzeczpospolitej" Piotr Kalisz, główny ekonomista Citi Handlowego.

Eksperci wskazują, że na niekorzyść złotego działają również czynniki związane z polską polityką. – Premia za ryzyko będzie w średnim terminie nadal widoczna. Złoty tracił w ostatnich dniach mocniej niż forint czy korona węgierska, co może być związane z dostrzeganiem przez inwestorów napięć na linii UE–Polska – wskazuje Konard Ryczko, analityk DM BOŚ. Jego zdaniem, jeśli obecny rząd poprawi komunikację z rynkami i zacznie być przez nie nieco lepiej postrzegany, złoty może umiarkowanie umacniać się wobec euro czy franka szwajcarskiego. – Dolar to jednak całkiem inna historia, m.in. w związku z oczekiwanymi kolejnymi podwyżkami stóp procentowych w USA – dodaje Ryczko.

Czekając na stabilność

Słabszy złoty może przełożyć się na nieco wyższe koszty zagranicznych wyjazdów, zakupów towarów za granicą czy obsługi kredytów denominowanych we frankach czy euro. Drożejący dolar sprawi też, że nasza gospodarka w mniejszym stopniu odczuje pozytywny efekt niższych cen ropy.

Osłabienie polskiej waluty może jednak pomóc wielu naszym eksporterom – było wszak ono jednym z czynników, które pomogły gospodarce uniknąć recesji w 2009 r. Przy wyższym kursie walut rosną ich zyski po przeliczeniu na złote, daje to też pole do obniżek cen produktów, co zwiększa ich konkurencyjność na zagranicznych rynkach.

W branży drzewnej, nastawionej w dużej części na zagranicę, słaby złoty sprzyja głównie wielkim producentom. – Dla czterech firm mających jedną czwartą udziału w produkcji to korzystna sytuacja. Ale dla drobnych producentów, którzy zaopatrują rynek krajowy, to już problem – zaznacza Paweł Wróblewski, dyrektor biura Związku Polskie Okna i Drzwi.

Ale nie dla wszystkich eksporterów osłabienie naszej waluty oznacza większe zyski. W branży produkcji łodzi i jachtów, jednej z polskich specjalności eksportowych, rosną koszty importu materiałów. – Wolałbym stabilny, przewidywalny kurs. Taki sam gdy wieczorem kładę się spać i wstaję rano – twierdzi kpt. Andrzej Janowski, właściciel najstarszej polskiej stoczni jachtowej Janmor. Praktycznie całość używanych przez stocznię materiałów do budowy jachtów pochodzi z importu. – To, co przy słabszym złotym zyskamy na sprzedaży łodzi, tracimy, sprowadzając z zagranicy żywice, maty czy osprzęt – dodaje Janowski.

Stabilny kurs byłby także korzystniejszy dla części firm eksportujących na Wschód. – Silny złoty daje nam większą możliwość manewru. Natomiast drożejące euro, w którym rozliczamy się z naszymi partnerami na wschodzie, powoduje tam wzrost cen, a w konsekwencji spadek popytu – mówi Zenon Klorek, koordynator sprzedaży w firmie JMB, specjalizującej się w produkcji materaców i łóżek dla hoteli.

Opinia

Janusz Jankowiak | główny ekonomista Polskiej Rady Biznesu

Moje prognozy mówią, że średnioroczny kurs euro wyniesie 1,06 dolara i w 2016 r. będzie się płaciło średnio 4,25 zł za euro i 4,01 zł za dolara. Będzie to w dużym stopniu determinowane czynnikami zewnętrznymi. Cały segment rynków wschodzących nie jest przecież w łaskach u inwestorów, co jest m.in. skutkiem obaw o Chiny. Spodziewam się też trzech umiarkowanych podwyżek stóp w USA, ale nie przewiduję obniżki stóp w Polsce. Nie sądzę, by Rada Polityki Pieniężnej, nawet w nowym kształcie, ryzykowała w takiej sytuacji osłabienie złotego.